Za prośbą Alice piszę posta o naszym ostatnim wyczynie więc zaczynam mam nadzieję że nie przy nudzę.
Wybrałyśmy się w teren Alicie jechała oczywiście na swoim koniu Torze a ja na mojej kochanej Zgodnej.
Przez kilka dni padało i było mokro. Wyjechałyśmy z lasu na polane wyglądała pięknie, bez ani jednego drzewa czy krzaka sama trawa. Spojrzałam na ziemię wydawała się twarda.
Alicie spytała się mnie czy nie przegalopujemy tutaj kawałek i wrócimy na ścieżkę. Pomyślałam a co może się stać jest dobry czas i pora na zabawę odparła Alicie.
Dodałam łydkę Zgodnej i ze stępa od razu przeszłam w galop Tora od razu ruszyła za nami ciągnąć Alicie. Wjechaliśmy na środek polany poczułam że Zgodna się nieco ślizga i za mocno wbijają się jej kopyta w ziemię. Moja myśl trwała sekundę usłyszałam rżenie odwróciłam się i zobaczyłam jak Tora z Alicią upada na ziemię. Zatrzymałam powoli Zgodną ,zeskoczyłam z niej i pobiegłam do Alici, Tora uciekła na jakieś 20 m.
-Nic ci nie jest- spytałam
-Jest, jestem cała w błocie, gdzie jest tora nic jej nie jest- odparła
Westchnęłam z ulgą że nic się nie stało.Pomyślałam w głowie że ta łąka nigdy nie jest tak mokra i podłoże to piach a nie torf.
Wsiadłyśmy na konie, spojrzałam na Alicie i Tore były całe w błocie, zaśmiałam się
Wróciłyśmy do stajni, mama wyleciała z domu gdy nas zobaczyła od razu krzycząc co się stało?
Objaśniłam jej całą sytuację i zaczęłyśmy myć konie, nawet Zgodna była po pas w błocie.
Nakryliśmy konie Derkami i zamknęłyśmy je w boksie, mama zrobiła nam gorącą czekoladę w naszych ulubionych kubkach. Nie wspomniałam wcześniej że Alicie nocowała tego dna z swoim koniem u mnie.
Macie tu taki filmik jak lonżujemy kwiatka, Wiktor szkoli kwiatka jak instruktor.
piątek, 27 grudnia 2013
sobota, 21 grudnia 2013
Dzisiejsza Opowieść 41
Jejku już niedługo będzie 50 postów a pisze tego bloga już dwa lata długo dość jesteście ze mną więc chcę wam po kazać Zgodną wybrałam dwa Śliczne zdjęcia pierwsze jest oczywiście z terenu jeszcze z maja drugie to jestem w stadninie gdzie mogłam zabrać Zgodną że sobą i na niej jeździć jaka to stadnina byłam u mojego wujka Jarka Skrzycyńskiego mam się czym chwalić ale to nie on nauczył mnie skakać jestem samoukiem rodzice chcieli mnie uczyć jeździć sami a ja mówiłam nie. Nauczyłam się jeździć przez youtube no i nie powiem czasem mama z tatą coś doradzili.
No dobra oto zdjęcia mojej paskudy tutaj to jeszcze grzywa była cała zanim ją obcięłam:
Zdjęcie z terenu jest jak jechałam sama. W tedy było fajnie bo nie musiałam się o nikogo martwić :). Jak wróciłyśmy to zgodna i ja byłyśmy mokre. Koń sam tego chciał ona kocha biegać a była taka piękna prosta droga to czemu nie.
No dobra oto zdjęcia mojej paskudy tutaj to jeszcze grzywa była cała zanim ją obcięłam:
Zdjęcie z terenu jest jak jechałam sama. W tedy było fajnie bo nie musiałam się o nikogo martwić :). Jak wróciłyśmy to zgodna i ja byłyśmy mokre. Koń sam tego chciał ona kocha biegać a była taka piękna prosta droga to czemu nie.
niedziela, 8 grudnia 2013
Dzisiejsza Opowieść 40
Od tygodnia strasznie wieje , czasem konie cały dzień nie były na dworze. Do szkoły przyjeżdżam tak jak reszta szkoły autem bo zanim dojdę do autobusu jestem przewiana i chora. Zanim przyjdę że szkoły jest już 16.00 a na dworze jest ciemno. Teraz jest weekend wczoraj jeszcze wiało ale dziś się trochę uspokoiło wypuściłam konie i zaczęłam wszystkie po kolei lonżować aby się dobrze wybiegały 1 na 30 min. Na lonżowaniu koni spędziłam 2,5 godziny. Miałam wyjść z Alexem na spacer i z dziewczynami ale bardzo chciało nam się dziś pojechać na koniach. Ubraliśmy się ciepło, wyczesaliśmy konie ubraliśmy. Wyjechałyśmy pojechałyśmy w stronę Dębowa chcieliśmy zobaczyć dęby jak wyglądają.
Konie były trochę nie spokojne bo nadal trochę wiało.Zgodna szła do przodu bez wahania nauczyła się że wiatr i szeleszczące liście nic jej nie zrobią.
Była prosta droga z małymi zakrętami więc ruszyliśmy galopem. Dotarliśmy do pana Derendy.
Ma on 2 konie i 1 kucyka. Są to dwa Ślązaki maści ciemno gniada Tatiano gdzie nie gdzie na grzywie ma białe włoski tak samo wygląda kucyk.
Pojechałyśmy dalej wjeżdżając do lasu , zagłębialiśmy się coraz dalej gdy na drodze była zwalona duża sosna, było trzeba ją przeskoczyć. Kucyk nie mógł się doczekać jakiejś przeszkody.
Wiki na kasztance ruszyła pierwsza pięknie pokonując kłodę potem Kucyk a na końcu ja.
Zgodna się zatrzymała a ja znalazłam się na ziemi, koń stał koło mnie i patrzył się na mnie tymi wielkimi ślepiami.
Wsiadłam na nią i spróbowałam po no wnie.
Przeskoczyłam dziewczyny nawet nie zauważyły że spadłam skapnęły się że jestem daleko w tyle i czekały na mnie.
-Coś się stało?- spytała Wiktoria
-Nie, Zgodna zatrzymała się przed kłodą
-Jak wszystko w pożytku to już wracamy zimno mi się zrobiło- powiedziała Emila
Całą powrotną drogę kłusowałyśmy. Po powrocie wypuściłyśmy jeszcze konie na padok. Weszłyśmy do domu gdzie mama czekała na nas z gorącą czekoladą.
Konie były trochę nie spokojne bo nadal trochę wiało.Zgodna szła do przodu bez wahania nauczyła się że wiatr i szeleszczące liście nic jej nie zrobią.
Była prosta droga z małymi zakrętami więc ruszyliśmy galopem. Dotarliśmy do pana Derendy.
Ma on 2 konie i 1 kucyka. Są to dwa Ślązaki maści ciemno gniada Tatiano gdzie nie gdzie na grzywie ma białe włoski tak samo wygląda kucyk.
Pojechałyśmy dalej wjeżdżając do lasu , zagłębialiśmy się coraz dalej gdy na drodze była zwalona duża sosna, było trzeba ją przeskoczyć. Kucyk nie mógł się doczekać jakiejś przeszkody.
Wiki na kasztance ruszyła pierwsza pięknie pokonując kłodę potem Kucyk a na końcu ja.
Zgodna się zatrzymała a ja znalazłam się na ziemi, koń stał koło mnie i patrzył się na mnie tymi wielkimi ślepiami.
Wsiadłam na nią i spróbowałam po no wnie.
Przeskoczyłam dziewczyny nawet nie zauważyły że spadłam skapnęły się że jestem daleko w tyle i czekały na mnie.
-Coś się stało?- spytała Wiktoria
-Nie, Zgodna zatrzymała się przed kłodą
-Jak wszystko w pożytku to już wracamy zimno mi się zrobiło- powiedziała Emila
Całą powrotną drogę kłusowałyśmy. Po powrocie wypuściłyśmy jeszcze konie na padok. Weszłyśmy do domu gdzie mama czekała na nas z gorącą czekoladą.
sobota, 30 listopada 2013
Dzisiejsza Opowieść 39
Przez cały tydzień zimno i nadal nic się nie zmieniło konie tylko zrobiły się puchate. Nie długo święta a dokładnie za 3 tygodnie a ja nie wiem co kupić Zgodnej pod choinkę. Jak kupie jej siodło to chyba będzie prezent dla mnie niż dla niej. Jeszcze coś wymyślę a po za tym i tak nowe siodło pod choinkę dostaje od taty.
Akor właśnie szykuje się do spania w swoim łużycku nadal ma ten niebieski koczyk od Darii. Na te święta chciała bym dostać szczura tak gryzonia. Miałam dwa lata temu ale mi umarł miał 4 lata. Bardzo go kochałam nazywał się Mister Z i był biało czarny. U nas niestety w sklepiku zologicznym nie ma ich więc będę musiała jechać do Wschowy tam gdzie kupiłam Z. Jak go dostanę nauczę go kilku ciekawych sztuczek tak jak Zetusia. Planuje kupić sobie nową klatkę bo tamtą sprzedałam tym razem kupię większą. Już sobie nawet taką wypatrzyłam na allegro:
Już nie mogę się doczekać postaram wam wysłać jego zdjęcia.
Akor właśnie szykuje się do spania w swoim łużycku nadal ma ten niebieski koczyk od Darii. Na te święta chciała bym dostać szczura tak gryzonia. Miałam dwa lata temu ale mi umarł miał 4 lata. Bardzo go kochałam nazywał się Mister Z i był biało czarny. U nas niestety w sklepiku zologicznym nie ma ich więc będę musiała jechać do Wschowy tam gdzie kupiłam Z. Jak go dostanę nauczę go kilku ciekawych sztuczek tak jak Zetusia. Planuje kupić sobie nową klatkę bo tamtą sprzedałam tym razem kupię większą. Już sobie nawet taką wypatrzyłam na allegro:
Już nie mogę się doczekać postaram wam wysłać jego zdjęcia.
piątek, 22 listopada 2013
Dzisiejsza opowieść 38
Cały tydzień mnie nie było ponieważ szalałam w Anglii, mój wujek zabrał mnie na profesjonalne zawody za granicę na których on startuje. Było super. Wielka stajnia, wielkie konie.
Tyle się tam działo wszędzie były konie i ludzie no zaraz ale sama nie pojechałam bez moich przyjaciółek jechała że mną Daria i nie zapomnę też Emilii i Wiktorii. Było świetnie zawody odbywały się 10 km od Londynu.
Takie tam były emocje tylko ta długa i męcząca droga jechało się kilka godzin a jeszcze dłużej wracało bo były korki. Każda nas w prezencie dostała od wujka nowe ogłowie dla naszych koni ale każda inne. Ja dostałam czarne z futerkiem na chrapach. Daria brązowe takie jak na obrazku:
Emila i Wiktoria dostały
Fantastyczne prezent jak przyjechałyśmy to następnego dnia pojechałyśmy w teren w nowych ogłowiach. Zgodnej się bardzo spodobało nowe ubranko na głowę. Tak samo jak reszcie koni.
Trochę poszalałyśmy ale wędzidła niestety były te same planuje kupić Zgodnej to smakowe bo ładnie reaguje na łytki więc nie potrzebuje twardego.
Tyle się tam działo wszędzie były konie i ludzie no zaraz ale sama nie pojechałam bez moich przyjaciółek jechała że mną Daria i nie zapomnę też Emilii i Wiktorii. Było świetnie zawody odbywały się 10 km od Londynu.
Takie tam były emocje tylko ta długa i męcząca droga jechało się kilka godzin a jeszcze dłużej wracało bo były korki. Każda nas w prezencie dostała od wujka nowe ogłowie dla naszych koni ale każda inne. Ja dostałam czarne z futerkiem na chrapach. Daria brązowe takie jak na obrazku:
Emila i Wiktoria dostały
Fantastyczne prezent jak przyjechałyśmy to następnego dnia pojechałyśmy w teren w nowych ogłowiach. Zgodnej się bardzo spodobało nowe ubranko na głowę. Tak samo jak reszcie koni.
Trochę poszalałyśmy ale wędzidła niestety były te same planuje kupić Zgodnej to smakowe bo ładnie reaguje na łytki więc nie potrzebuje twardego.
sobota, 9 listopada 2013
Dzisiejsza Opowieść 37
Byłam dziś na zawodach, nie ja nie skakałam. Pojechałam z dziadkiem na zawody bo startował mój wujek. Usiadłam wygodnie dostałam od dziadka kartkę z tabelą imion jeźdźców i ich koni oraz puste rubryki w które miałam wpisywać czas i punkty karne.
Startowało dokładnie 40 uczestników. Akurat przysiedliśmy na początek gdzie dopiero liczyli kroki. Ruszył pierwszy zawodnik start miał dobry ale rzucił ostatnią przeszkodę i jak pamiętam miał długi czas i dostał za to 1 punkt karmy. To są profesjonalne zawody na 1, 50 m przeszkody, zawody odbywały się w Lesznie. Mój wujek był 28 na liście.
Dobra nie będę zanudzać powiem krótko zawody trwały około 3 godz. Wujek miał świetny czas zero rzutek ale na ostatniej przeszkodzie koń wierzgnął tylnymi nogami i zwalił.
Przyznam że ja za bardzo nie przepadam za takimi zawodami pełno tam Snobów. Powiem tylko że wygrała Norweżka. Wielkie gratulacje dla niej świetny miała przejazd.
Jak wróciłam do domu było już ciemno, konie nie były wpuszczone bo mój brat gdzieś sobie pojechał i biedne stały na dworze i rżały jak mnie ujrzały. Wpuściłam je, dając im siana i wody. Dałam Akorowi buziaka i poszłam do domu. Akor od tygodnia śpi w stajni bo mu tam dobrze a z domu ucieka w końcu to wpół dzikus.Śpi on w ostatnim boksie nad żłobem na belce gdzie przedtem była Sytylia a teraz stoi Zgodna.
Startowało dokładnie 40 uczestników. Akurat przysiedliśmy na początek gdzie dopiero liczyli kroki. Ruszył pierwszy zawodnik start miał dobry ale rzucił ostatnią przeszkodę i jak pamiętam miał długi czas i dostał za to 1 punkt karmy. To są profesjonalne zawody na 1, 50 m przeszkody, zawody odbywały się w Lesznie. Mój wujek był 28 na liście.
Dobra nie będę zanudzać powiem krótko zawody trwały około 3 godz. Wujek miał świetny czas zero rzutek ale na ostatniej przeszkodzie koń wierzgnął tylnymi nogami i zwalił.
Przyznam że ja za bardzo nie przepadam za takimi zawodami pełno tam Snobów. Powiem tylko że wygrała Norweżka. Wielkie gratulacje dla niej świetny miała przejazd.
Jak wróciłam do domu było już ciemno, konie nie były wpuszczone bo mój brat gdzieś sobie pojechał i biedne stały na dworze i rżały jak mnie ujrzały. Wpuściłam je, dając im siana i wody. Dałam Akorowi buziaka i poszłam do domu. Akor od tygodnia śpi w stajni bo mu tam dobrze a z domu ucieka w końcu to wpół dzikus.Śpi on w ostatnim boksie nad żłobem na belce gdzie przedtem była Sytylia a teraz stoi Zgodna.
piątek, 8 listopada 2013
Dzisiejsza Opowieść 36
Cały tydzień pada i nie mam kiedy pojeździć konno, nawet na kompie nie ma co robić bo już chyba wszystko przejrzałam. Wszystkie gry poprzechodziłam. Moje kumpelki siedzą w domu bo im się nie chce wyjść bo za zimno. Nawet nie mam weny na rysowanie. Ok bo zanudzam zima tuż tuż a ja tu wspomnie o lecie. Latem wykonałam kilka fajnych zdjęć Fryckowi.
Nauczyłam go robić dęba na komendę. Kasia robiła zdjęcia a ja wydawałam mu polecenia a oto efekty:
Po kilku minutach wykapował o co chodzi. Za każde dobre wykonanie dostawał oczywiście smakołyka bo bez tego się nie obejdzie.
Kiedyś to z nim ćwiczyłyśmy ale się trochę bał, lecz w tym roku znów się podjeliśmy tego zadania i mówię wam cudo. Po godzinie zabawy, frycek się już dobrze podszkolił i wysoko się wzbijał :)
Ciekawe kiedy Zgodną tego nauczę, bo wiktoria nauczyła Kasztankę w połowie. Tylko Dewon i Kwiatek no i Zgodna tego nie umieją. Salema też tego uczyłam ale terasz jest pod opieką Agnieszki. Postaram się zrobić kilka zdjęć zimą jak robi dęba, bo teraz jest tak brzydko na dworze a frycek jest mokry od deszczu i nie chce mu efektów na zdjęciach.
Nauczyłam go robić dęba na komendę. Kasia robiła zdjęcia a ja wydawałam mu polecenia a oto efekty:
Po kilku minutach wykapował o co chodzi. Za każde dobre wykonanie dostawał oczywiście smakołyka bo bez tego się nie obejdzie.
Kiedyś to z nim ćwiczyłyśmy ale się trochę bał, lecz w tym roku znów się podjeliśmy tego zadania i mówię wam cudo. Po godzinie zabawy, frycek się już dobrze podszkolił i wysoko się wzbijał :)
Ciekawe kiedy Zgodną tego nauczę, bo wiktoria nauczyła Kasztankę w połowie. Tylko Dewon i Kwiatek no i Zgodna tego nie umieją. Salema też tego uczyłam ale terasz jest pod opieką Agnieszki. Postaram się zrobić kilka zdjęć zimą jak robi dęba, bo teraz jest tak brzydko na dworze a frycek jest mokry od deszczu i nie chce mu efektów na zdjęciach.
wtorek, 5 listopada 2013
Dzisiejsza Opowieść 35
Już listopad a niedługo grudzień i święta. W poniedziałek nie idę do szkoły bo mamy wolne. Byłam dziś z mamą w piekarni gdy wyjmowali bułki z pieców. Mmmm są jeszcze gorące. Weszłam na laptopa i zaczęłam przeglądać zdjęcia. Serce mnie za kuło, zobaczyłam zdjęcia Sytyli pisząc to jedna łza mi spłynęła po policzku, bardzo ją kochałam. Pokaże wam jej dwa zdjęcia, na raźcie to pierwszy raz od roku.
Zdjęcia są wykonane przez Kasie, ja stałam w krzakach aby wydawać Sytylii komendy.
Tak strasznie tęsknie za nią, czasem gdy o niej pomyśle nie mogę spać w nocy i płaczę dopóki łzy mi się nie skończą lecz cicho w swą poduszkę. Teraz mam Zgodną, dostałam ją tak szybko, rodzice chcieli złagodzić mój bul po jej stracie.
Ok koniec smutków trzeba cieszyć się życiem.
sobota, 2 listopada 2013
Dzisiejsza Opowieść 34
Hej moi drodzy dziś jest brzydka pogoda, pada i jest zimno. Nie chce mi się dziś wychodzić na dwór ani iść do koni. Słuchajcie mój biedny Alex (owczarek niemiecki) ma zapalenie uszów i to jeszcze dwóch na raz. Biedny chodzi, ma uszy owinięte bandażem i musi jeść tabletki na wzmocnienie czyli witaminy. Konie są wypuszczone ale nie widzę żadnego na padoku pewnie stoją pod stajnią aby je wpuścić. Zaraz pójdę to zrobić bo szkoda mi biedaków. Ha ha muszę się pochwalić.
Upiekłam wczoraj moje ulubione ciasto wyciągam je z piekarnika, przekładam na ciasto i patrzę zakalec no to szybko znów do piekarnika, zwiększyłam trochę temperaturę i poszłam mamie pomóc myć jajka, mamy takie pyszne od 200 kur ekologiczne oczywiście. Bo ja nie znoszę tych sztucznych. Po robocie mama wpadła na pomysł że też u piece ciasto ale Karpatkę. Co krzyknęłam i pobiegłam do piekarnika. Na szczęście nic się nie dymiło i nie spaliłam ciasta było trochę ciemniejsze niż zawsze ale co tam. Zrobiłam polewę czekoladową i oblałam nią ciasto. Potem włożyłam je na 30 min do lodówki, aby czekolada stężała.
Upiekłam wczoraj moje ulubione ciasto wyciągam je z piekarnika, przekładam na ciasto i patrzę zakalec no to szybko znów do piekarnika, zwiększyłam trochę temperaturę i poszłam mamie pomóc myć jajka, mamy takie pyszne od 200 kur ekologiczne oczywiście. Bo ja nie znoszę tych sztucznych. Po robocie mama wpadła na pomysł że też u piece ciasto ale Karpatkę. Co krzyknęłam i pobiegłam do piekarnika. Na szczęście nic się nie dymiło i nie spaliłam ciasta było trochę ciemniejsze niż zawsze ale co tam. Zrobiłam polewę czekoladową i oblałam nią ciasto. Potem włożyłam je na 30 min do lodówki, aby czekolada stężała.
Było przepyszne!
piątek, 1 listopada 2013
Dzisiejsza Opowieść 33
Hej kochani dziś Wszystkich świętych jest. Było dziś dużo rooty szybko zając się zwierzętami potem pojechać na groby aby zapalić znicze i dać ładne kwiaty potem w kościele. I jakoś o 14.30 wróciłam do domu z mamą. Tak mi się nudziło że zadzwoniłam do Dari czy do mnie przyjedzie. Niestety nie mogła bo jest lektorką i musiała być w tym czasie w kościele. Kucyka i Wiktorii nie ma bo są w Kczynii (nazwa miasta) na grochach u swoich dziadków. Kasia jest w Sławie swojego dziadka na noc. Ja biedna sama zostałam a Karolina jej coś ostatnio odbija zaczęła palić papierosy pić piwo i spotykać się z niedobrym towarzystwem, musiałyśmy ją zostawić by nie skączyć jak ona. Tata jest w Szwecji bo tam pracuję i wróci dopiero na weekend. He he ale jest też mama, spytałam się jej i powiedziała że po obiedzie pojedziemy. Była już 16.00. Mówię jej że już się ściemnia i jedzmy już a ona zaczęła robić ciasto. No co jest wszyscy mnie opuścili. Wzięłam Akora (liska) bo dawno że mną nie jeździł i wsadziłam go do tory gdzie tylko główka mu wystawała. On uwielbia takie jazdy na koniu. Ubrałam zgodną i wyjechałam. Dziś była trochę nie spokojna bo wiało. Ściemniło się już mocno powiedziałam że do domu po ciemku w lesie nie chcę wracać. Ruszyłam galopem szybko pokonując zarośla, jeszcze coś widziałam i omijałam każdą rzec o którą mogła się potknąć Zgodna. Koń całkiem mi zaufał, nic nie widział w tych ciemnościach. Ja byłam tak jak by jego oczami. Jakoś udało się nam dojechać do domu akurat mama wsiadała do auta bo chciała mnie już szukać. Przytuliłam zgodną i wprowadziłam do boksu. Dałam koniom jeść i pić. Wzięłam Akora na ręczę i zamknęłam stajnie idąc w kierunku domu.
(A tu zdjęcie Dewon uchwyciłam je idąc na spacer z Alexem)
niedziela, 27 października 2013
Dzisiejsza Opowieść 32
Słuchajcie kwiatkowi coś no po prostu odbija ma 9 lat, urodziła się u nas znam bardzo dobrze tego konia ale po piątkowej jeździe ok słuchajcie.
Przyszedł do mnie Kucyk i spytała się czy pojeździmy na koniu no na Kwiatku tylko bo Kucyk chciała poćwiczyć skoki. Jeździliśmy chyba pół godziny. Kwiatek się prawie nie zmęczyła bo miała małe skoki na 50 cm. Kucyk już dobrze jeździ ale boi się trochę skakać po woli mija jej lęk za każdym razem jak wsiada na konia. Powiedziałam jej że nie mam żadnych zdjęć jak galopuje i że nie będę teraz Zgodnej ubierać na 5 min. To wzięłam kwiatka i pojechałyśmy na pobliską łąkę od mojego domu.Ok kucyk stanął koło dużego drzewa na polu, ja pojechałam na koniec łąki stanęłam dałam jej sygnał aby się przygotowała żeby zrobić mi zdjęcie. I ruszyłam na początku wolny kłus potem coraz szybszy ( nie chciało się jej iść) w połowie drogi był galop nagle spuściła ostro głowę na dół hamując i pod rzucając zadem to jest tak zwany Baranek. Na szczęście mam szybką reakcje i pochyliłam się do tyłu dzięki temu nie mogła mnie rzucić. Zatrzymałam się Kucyk otwarła buzie z wrażenia moje pierwsze słowa brzmiały tak:
-I co zrobiłaś zdjęcie
Oczywiście zapatrzyła się i nie zrobiła, no cóż nie przejęłam się tym co mi kwiatek zrobiła. Pojechałam do stajni i ściągnęłam jej siodło, wypuszczając na padok do innych koni. Dałam Zgodnej buziaka w chrapy bo akurat stała przy płocie i poszłam do domu z Kucykiem.
Następnego Dnia
Wstałam rano, i poleciałam o 7 rano po kucyka, spędziłam u nich chyba 3 godz. bo zostałam zaproszona na śniadanie a Kucyk miała mi pokazać swojego chomika którego kupiła jej mama wczoraj wieczorem jak jej nie było. Wróciłyśmy do mnie wzięłam kwiatka z padoku na lonże i zacięłam lonżować. Po pół godziny ciągłego galopu na lonży byłam ja i ona zmęczona, umyłam ją bo była cała mokra i wypuściłam na padok a ona od razu zaczęła się tarzać.
A cha zapomniałam Agnieszka przysłała mi zdjęcie Salema:
Napisała mi że to zdjęcie jak go umyła a on się od razu wytarzał jak kwiatek.
Przyszedł do mnie Kucyk i spytała się czy pojeździmy na koniu no na Kwiatku tylko bo Kucyk chciała poćwiczyć skoki. Jeździliśmy chyba pół godziny. Kwiatek się prawie nie zmęczyła bo miała małe skoki na 50 cm. Kucyk już dobrze jeździ ale boi się trochę skakać po woli mija jej lęk za każdym razem jak wsiada na konia. Powiedziałam jej że nie mam żadnych zdjęć jak galopuje i że nie będę teraz Zgodnej ubierać na 5 min. To wzięłam kwiatka i pojechałyśmy na pobliską łąkę od mojego domu.Ok kucyk stanął koło dużego drzewa na polu, ja pojechałam na koniec łąki stanęłam dałam jej sygnał aby się przygotowała żeby zrobić mi zdjęcie. I ruszyłam na początku wolny kłus potem coraz szybszy ( nie chciało się jej iść) w połowie drogi był galop nagle spuściła ostro głowę na dół hamując i pod rzucając zadem to jest tak zwany Baranek. Na szczęście mam szybką reakcje i pochyliłam się do tyłu dzięki temu nie mogła mnie rzucić. Zatrzymałam się Kucyk otwarła buzie z wrażenia moje pierwsze słowa brzmiały tak:
-I co zrobiłaś zdjęcie
Oczywiście zapatrzyła się i nie zrobiła, no cóż nie przejęłam się tym co mi kwiatek zrobiła. Pojechałam do stajni i ściągnęłam jej siodło, wypuszczając na padok do innych koni. Dałam Zgodnej buziaka w chrapy bo akurat stała przy płocie i poszłam do domu z Kucykiem.
Następnego Dnia
Wstałam rano, i poleciałam o 7 rano po kucyka, spędziłam u nich chyba 3 godz. bo zostałam zaproszona na śniadanie a Kucyk miała mi pokazać swojego chomika którego kupiła jej mama wczoraj wieczorem jak jej nie było. Wróciłyśmy do mnie wzięłam kwiatka z padoku na lonże i zacięłam lonżować. Po pół godziny ciągłego galopu na lonży byłam ja i ona zmęczona, umyłam ją bo była cała mokra i wypuściłam na padok a ona od razu zaczęła się tarzać.
A cha zapomniałam Agnieszka przysłała mi zdjęcie Salema:
Napisała mi że to zdjęcie jak go umyła a on się od razu wytarzał jak kwiatek.
piątek, 25 października 2013
Dzisiejsza Opowieść 31
Hej moi kochani cały tydzień mnie nie było, no wiecie mam dużo nauki, ale dziś jest piątek. Jestem w domu bo rano brzuch mnie bolał i było mi niedobrze, mama pojechała do pracy a ja zostałam z Akorem i Korą. Wiem dawno nie wspominałam o moim lisku Akorku, Dla tych co nie wiedzą mam specjalne pozwolenie od koła łowieckiego, bo jak bym go wypuściłam to by szybko umarł bo by se nie poradził, pozwolenie załatwił mi tata który jest myśliwym. Ach fajnie jak upoluje dzika bo potem jest pyszna kiełbaska, (nie nie lubię dzików). Kocham zwierzęta ale do tych trzymam dystans. A Akorek lubi se przekąsić kiełbaskę.
Tu stare zdjęcie Kasztanki i Salema przed 5 lat:
W tedy Kasztanka miała 3 lata i była ujeżdżana, och jaka ona była słodka jak ją kupiliśmy jak była jeszcze małym źrebakiem, wyrosła na paskudę (charakter miała po swej mamie) ale wiki nauczyła ją dobrych manier.
Tu stare zdjęcie Kasztanki i Salema przed 5 lat:
W tedy Kasztanka miała 3 lata i była ujeżdżana, och jaka ona była słodka jak ją kupiliśmy jak była jeszcze małym źrebakiem, wyrosła na paskudę (charakter miała po swej mamie) ale wiki nauczyła ją dobrych manier.
sobota, 19 października 2013
Dzisiejsza Opoweieść 30
Witajcie moi drodzy, więc wybrałam się dziś z tatą w teren on oczywiście na frycku bo to jego konik a ja tym razem na Kwiatku.Było fajnie tylko kwiatek miała dziś za dużo energii. Ona to zazwyczaj taki ciapek i zawsze jak jedziemy w teren to kucyk ma pecha bo kwiatek zawsze na samym końcu się wlecę. Dziś było odwrotnie dostała bzika !. Kłusujemy a ta za cyna galopować i wyprzedza frycka (dziwne) Tata myślał że w końcu udało mi się ją samodzielnie do galopu zachęcić. Więc tata zaczyna galopować i krzyczy (ja jadę z przodu) że skręcamy. W ostatniej chwili zrobiłam wester na zakręcie choć mam siodło klasyczne.
Po chwili tata znów krzyczy w lewo a ja oczywiście w ostatniej chwili skręcam, Galopuje tata za mną chce zwolnić i biec koło niego a tu nagle pach w galopie baranek, tylne nogi w powietrzu dobrze że byłam skupiona i pochyliłam się do tyłu. Ok zatrzymałam ją i szliśmy stępem bokiem przez pola. Myślałam że skręcamy w prawo a tata skręcił w lewo wyszłam z małego lasku no znaczy 4 drzewa na pola wychodziły takie wzdłuż blisko siebie, Zobaczyłam że tata tam daleko jest a ja tu a Kwiatek jak to koń woli być w stadzie. 2 razy bryknęła jak chciałam ją zahamować i stanęła dęba taki to skok był. Dogoniła Frycka ale zamiast się zatrzymać pogalopowała dalej no znaczy to był cwał.
Nie chciała się zatrzymać no ale się udało zrobiłam wielkie oczy do tamy i powiedziałam:
-ok ja mam dosyć wole swojego konia wracamy
-ha masz tego konia 9 lat i co
-Ja na nim prawie nie jeżdżę kucyk umie
-Spokojnie musisz ochłonąć ale dobrze wracajmy bo już się ściemnia
Na złość kwiatkowi całą drogę powrotną siedliśmy stępem. Miałam dziś zły dzień i wstałam lewą nogą dlatego nic mi nie wychodziło. Wróciliśmy do domu wypuściłam konie jeszcze na pastwisko, nie byłam zła Kwiatek chciała wyładować energię.
Po chwili tata znów krzyczy w lewo a ja oczywiście w ostatniej chwili skręcam, Galopuje tata za mną chce zwolnić i biec koło niego a tu nagle pach w galopie baranek, tylne nogi w powietrzu dobrze że byłam skupiona i pochyliłam się do tyłu. Ok zatrzymałam ją i szliśmy stępem bokiem przez pola. Myślałam że skręcamy w prawo a tata skręcił w lewo wyszłam z małego lasku no znaczy 4 drzewa na pola wychodziły takie wzdłuż blisko siebie, Zobaczyłam że tata tam daleko jest a ja tu a Kwiatek jak to koń woli być w stadzie. 2 razy bryknęła jak chciałam ją zahamować i stanęła dęba taki to skok był. Dogoniła Frycka ale zamiast się zatrzymać pogalopowała dalej no znaczy to był cwał.
Nie chciała się zatrzymać no ale się udało zrobiłam wielkie oczy do tamy i powiedziałam:
-ok ja mam dosyć wole swojego konia wracamy
-ha masz tego konia 9 lat i co
-Ja na nim prawie nie jeżdżę kucyk umie
-Spokojnie musisz ochłonąć ale dobrze wracajmy bo już się ściemnia
Na złość kwiatkowi całą drogę powrotną siedliśmy stępem. Miałam dziś zły dzień i wstałam lewą nogą dlatego nic mi nie wychodziło. Wróciliśmy do domu wypuściłam konie jeszcze na pastwisko, nie byłam zła Kwiatek chciała wyładować energię.
środa, 16 października 2013
Dzisiejsza Opowieść 29
Były cztery dni wolnego i znów zaczęła się szkoła, na razie nie mogę jeździć konno bo trzeba się uczyć.No ale przecież mogę wchodzić do stajni :)
Przyjechała dziś do mnie Daria ale nie na didi tylko autem szkoda, bo mym mogła pojechać w teren. Mamy projekt z biologi więc było trochę pracy. Mama spytała się mnie i dari czy zrobiłyśmy już lekcje (daria u mnie nocuje bo jej mama pojechała z pracy w góry na taką wycieczkę no wiecie a jej tata w Niemczech pracuje, dogadaliśmy się tak ze Daria będzie u mnie przez 3 dni).
Ok lekcje zrobione, nudy są więc mama pozwoliła nam pojechać w teren.
Przyjechała też Alicja na Toże i wiki.
Ja jechałam na Zgodnej, Wiki na Kasztance oczywiście Alicja na swojej pięknej Toże a Daria na Dewon.
Tak więc w cztery pojechałyśmy się przejechać, no i oczywiście był to kolejny test dla Zgodnej jak się spisze. Pojechałyśmy nad jezioro z końmi nie wchodziliśmy tym razem do wody bo to nie jest już lato a dziś trochę jest zimno. Podziwiałyśmy naturę. Bardzo lubię jesień, ta pora roku jest piękna.
Galopowałyśmy przez pola. Wjechałyśmy do lasu i zobaczyliśmy kilka saren które wybiegły na pola Alicja chciała sprawdzić czy Tora je dogoni i ruszyła a my za nią. Była prawie przy sarnach które wbiegły do lasu a my musiałyśmy się zatrzymać. (Głupie by było gonić sarny po lesie jeszcze któraś by w drzewo walnęła. Po ścigaliśmy się trochę Zgodna prawie dogoniła Tore ale ona już przeszła metę i wygrała. No Zgodniś dziś nie była w formie może następnym razem się uda. Jak wróciliśmy konie były mokre. Alicja pojechała do domu z Wiką która siedziała z nią na Toże a by zostałyśmy i wycierałyśmy konie żeby nie były mokre. I wypuściłyśmy je na padok aby się wytarzały. Uszykowałyśmy im kolacje i same poszłyśmy coś zjeść, bo mama akurat robiła ruskie pierogi.
Przyjechała dziś do mnie Daria ale nie na didi tylko autem szkoda, bo mym mogła pojechać w teren. Mamy projekt z biologi więc było trochę pracy. Mama spytała się mnie i dari czy zrobiłyśmy już lekcje (daria u mnie nocuje bo jej mama pojechała z pracy w góry na taką wycieczkę no wiecie a jej tata w Niemczech pracuje, dogadaliśmy się tak ze Daria będzie u mnie przez 3 dni).
Ok lekcje zrobione, nudy są więc mama pozwoliła nam pojechać w teren.
Przyjechała też Alicja na Toże i wiki.
Ja jechałam na Zgodnej, Wiki na Kasztance oczywiście Alicja na swojej pięknej Toże a Daria na Dewon.
Tak więc w cztery pojechałyśmy się przejechać, no i oczywiście był to kolejny test dla Zgodnej jak się spisze. Pojechałyśmy nad jezioro z końmi nie wchodziliśmy tym razem do wody bo to nie jest już lato a dziś trochę jest zimno. Podziwiałyśmy naturę. Bardzo lubię jesień, ta pora roku jest piękna.
Galopowałyśmy przez pola. Wjechałyśmy do lasu i zobaczyliśmy kilka saren które wybiegły na pola Alicja chciała sprawdzić czy Tora je dogoni i ruszyła a my za nią. Była prawie przy sarnach które wbiegły do lasu a my musiałyśmy się zatrzymać. (Głupie by było gonić sarny po lesie jeszcze któraś by w drzewo walnęła. Po ścigaliśmy się trochę Zgodna prawie dogoniła Tore ale ona już przeszła metę i wygrała. No Zgodniś dziś nie była w formie może następnym razem się uda. Jak wróciliśmy konie były mokre. Alicja pojechała do domu z Wiką która siedziała z nią na Toże a by zostałyśmy i wycierałyśmy konie żeby nie były mokre. I wypuściłyśmy je na padok aby się wytarzały. Uszykowałyśmy im kolacje i same poszłyśmy coś zjeść, bo mama akurat robiła ruskie pierogi.
niedziela, 13 października 2013
Dzisiejsza Opowieść 28
Hej został mi tak jakby jeden dzień wolnego bo jak wcześniej wspominałam w poniedziałek mamy wolne ale trzeba iść na 2 godz na apel. Więc jutro będę mogła sobie jeszcze trochę pojeździć na Zgodnej. Ale od wtorku do piątki nie ma szans za dużo nauki.
A wiec na blogu chyba nie wspomniałem o mojej kolejnej najlepszej przyjaciółce, nazywa się ona Alicie i ma Folbluta który nazywa się Tora.
Wybrałam się dziś z nią w teren jechałam na Dewon bo to w połowie folblut.
Dziś za wiele się nie działo ale Olcia prosiła abym coś napisała.
A więc.
Rano była mżawka i mgła, aż ciarki przechodziły jak miało się wyjść na dwór.
Ale wpadła do mnie Alicia na swojej Torze cała uradowana i krzyknęła. Wstawaj z kanapy już ubrałam ci Dewon no już leniu.
O jejciu dopiero co przyjechała a już ubrała mi konia.
Ubrałam się ciepło i wyjechaliśmy. Trochę wiało, liście opadały z drzew w prost na nas. Dewon pochylała od czasu do czasu głowę aby przekąsić kilka listków. Szliśmy leniwym stępę przez pole kolorowych liści (to przenośnia). Było mnóstwo zakrętów, skończyły się drzewa liściaste i zaczęły się wielkie świerki.
Ruszyliśmy galopem było mnóstwo ostrych zakrętów, jakoś sobie radziłyśmy, pojawiła się prosta droga Tora ruszyła na przód zostawiając mnie w tyle. Dewon zadarła kitę i ruszyła w pogoni za nią.
Zatrzymaliśmy się na skraju lasu podziwiając zachodzące słoncze.
Potem poszłam z Dewon odprowadzić Alicie do jej domu, pożegnałam się z nią i wróciłam szosą do swojego.
A wiec na blogu chyba nie wspomniałem o mojej kolejnej najlepszej przyjaciółce, nazywa się ona Alicie i ma Folbluta który nazywa się Tora.
Wybrałam się dziś z nią w teren jechałam na Dewon bo to w połowie folblut.
Dziś za wiele się nie działo ale Olcia prosiła abym coś napisała.
A więc.
Rano była mżawka i mgła, aż ciarki przechodziły jak miało się wyjść na dwór.
Ale wpadła do mnie Alicia na swojej Torze cała uradowana i krzyknęła. Wstawaj z kanapy już ubrałam ci Dewon no już leniu.
O jejciu dopiero co przyjechała a już ubrała mi konia.
Ubrałam się ciepło i wyjechaliśmy. Trochę wiało, liście opadały z drzew w prost na nas. Dewon pochylała od czasu do czasu głowę aby przekąsić kilka listków. Szliśmy leniwym stępę przez pole kolorowych liści (to przenośnia). Było mnóstwo zakrętów, skończyły się drzewa liściaste i zaczęły się wielkie świerki.
Ruszyliśmy galopem było mnóstwo ostrych zakrętów, jakoś sobie radziłyśmy, pojawiła się prosta droga Tora ruszyła na przód zostawiając mnie w tyle. Dewon zadarła kitę i ruszyła w pogoni za nią.
Zatrzymaliśmy się na skraju lasu podziwiając zachodzące słoncze.
Potem poszłam z Dewon odprowadzić Alicie do jej domu, pożegnałam się z nią i wróciłam szosą do swojego.
sobota, 12 października 2013
Dzisiejsza opowieść 27
Dziś byłam z dziewczynami w terenie czyli z Emilą i Wiką, miała z nami też być Daria ale nie mogła bo jechała z rodzicami na wesele znajomego.A więc ja jechałam na Zgodnej Wiki na Kasztance a Kucyk (Przezwisko Emili) dziś jechała na Dewon ponieważ kwiatek ma przerwę.
Dziewczyny przyszły do mnie około 9 rano, zjadły u mnie śniadanie z rodziną, naleśniki były pyszne :). Wzięłyśmy siodła i posłyszmy do stajni. Wyczyściliśmy i ubrałyśmy konie.
Rano była ładna pogodna świeciło słońce i nie było wiatru. Wyjechałyśmy około 11.00.
Wjechaliśmy do lasu gdzie rosły brzozy, na drodze pełno było kolorowych liści.No ale co będziemy jechać stępem no co wy, Wiki wyrwała z kasztanką na przód, potem Kucyk z Dewon a ja się zagapiłam i ruszyłam ostatnia. Byłam w tyle ale Zgodna nagle dostała pioruna zaczęła tak cwałować. Minęłam Emilę i wyprzedziłam Kasztankę. Poczułam jak przeszywa mnie szczęście i jej energia. Zwolniła dziewczyny podjechały do mnie galopem. Wiki krzyknęła od razu.
-Co tak szybko pędzisz?
-Zgodna dostała pioruna
-He he jedziemy dalej ale teraz stępem
Nie męczymy koni, Wjechaliśmy na nową ścieżkę. Jechaliśmy jakoś 5 min prosto potem skręciliśmy.
Podjechaliśmy pod górkę. Droga była piękna wszędzie były różne kolory choć drzewa nie miały liści i tak było tak wiosennie choć jest jesień. Powiedziałam że możemy już wracać ale najpierw może trochę ściganko?
Wjechaliśmy na kilometrową prostą drogę idealną do wyścigów.Startem była brzuska.
Ruszyliśmy kasztanka prowadziła ja na końcu a Dewon druga. Wydawało mi się że Zgodna straciła zapał do wyścigów. Myliłam się ona tylko czekała aż tamte konie się trochę zmęczą, minęliśmy zakręt, Zgodna znów wkroczyła do akcji, minęłam Emilę z Dewon, zbliżałam się do Kasztanki kiedy Wiki krzyknęła KŁODA!!!!. Zamarłam czy Zgodnej się uda. Widziałam że Kasztanka już przeskoczyła. Zamknęłam oczy i poczułam że wzbijam się w powietrze, Otworzyłam oczy gdy było już po wszystkim. W sercu zrobiło mi się cieplej. Byłam szczęśliwa to znak że Zgodna jest gotowa do treningów skoków. Wróciliśmy do domu dziewczyny biły brawo że Zgodna jest taka szyba i że oczywiście przeskoczyła.
Dziewczyny przyszły do mnie około 9 rano, zjadły u mnie śniadanie z rodziną, naleśniki były pyszne :). Wzięłyśmy siodła i posłyszmy do stajni. Wyczyściliśmy i ubrałyśmy konie.
Rano była ładna pogodna świeciło słońce i nie było wiatru. Wyjechałyśmy około 11.00.
Wjechaliśmy do lasu gdzie rosły brzozy, na drodze pełno było kolorowych liści.No ale co będziemy jechać stępem no co wy, Wiki wyrwała z kasztanką na przód, potem Kucyk z Dewon a ja się zagapiłam i ruszyłam ostatnia. Byłam w tyle ale Zgodna nagle dostała pioruna zaczęła tak cwałować. Minęłam Emilę i wyprzedziłam Kasztankę. Poczułam jak przeszywa mnie szczęście i jej energia. Zwolniła dziewczyny podjechały do mnie galopem. Wiki krzyknęła od razu.
-Co tak szybko pędzisz?
-Zgodna dostała pioruna
-He he jedziemy dalej ale teraz stępem
Nie męczymy koni, Wjechaliśmy na nową ścieżkę. Jechaliśmy jakoś 5 min prosto potem skręciliśmy.
Podjechaliśmy pod górkę. Droga była piękna wszędzie były różne kolory choć drzewa nie miały liści i tak było tak wiosennie choć jest jesień. Powiedziałam że możemy już wracać ale najpierw może trochę ściganko?
Wjechaliśmy na kilometrową prostą drogę idealną do wyścigów.Startem była brzuska.
Ruszyliśmy kasztanka prowadziła ja na końcu a Dewon druga. Wydawało mi się że Zgodna straciła zapał do wyścigów. Myliłam się ona tylko czekała aż tamte konie się trochę zmęczą, minęliśmy zakręt, Zgodna znów wkroczyła do akcji, minęłam Emilę z Dewon, zbliżałam się do Kasztanki kiedy Wiki krzyknęła KŁODA!!!!. Zamarłam czy Zgodnej się uda. Widziałam że Kasztanka już przeskoczyła. Zamknęłam oczy i poczułam że wzbijam się w powietrze, Otworzyłam oczy gdy było już po wszystkim. W sercu zrobiło mi się cieplej. Byłam szczęśliwa to znak że Zgodna jest gotowa do treningów skoków. Wróciliśmy do domu dziewczyny biły brawo że Zgodna jest taka szyba i że oczywiście przeskoczyła.
piątek, 11 października 2013
Dzisiejsza Opowieść 26
Mam dla was wiadomość, Sprzedajemy Salema. Nie będzie go już z nami .
Kupuje go od nas taka miła pani ona mieszka blisko gór. Mam małe stadko koników i szukała konia dla swojej córki. Znam ją nazywa się Agnieszka ma 13 lat, przyjechała ona na wakacje do pensjonatu Siodło niedaleko mojej miejscowości no znaczy 15 min drogi. Dowiedziała się że mamy konie bo akurat moja mama pracuje w pensjonacie. Przyjechała do mnie na jazdy w teren.
Nie musiała płacić dla mnie to była przyjemność że mogę z kimś jeździć po 2 godz. dziennie w teren. Ja jeździłam na Kasztance a ona na początku na Kwiatku. Mieliśmy jechać w teren ale kwiatek potarła se pod popręgiem pachy i wolałam jej nie brać. Dałam jej Salema a ona zrobiła do mnie wielkie oczy i mały uśmiech. Powiedziałam dziś jest wymiana konia ja jadę na dewon a ty na Salemie bo kasztanka go nie lubi. Dewon i Salem to folbluty więc możemy się ścigać w tedy będziemy mieć równe szanse. Po terenie Agniszka spytała się czy może od teraz jeździć tylko na Salemie. Ja odparłam tak bo kwiatek nie jest teraz do jazdy. Wakacje się skończyły i Aga musiała wracać do domu.
Ale teraz w październiku przyjechała do mnie na 4 dni jakoś namówiła rodziców aby zwolnili ją że szkoły. Spytałam się jej czy pojedziemy w teren bo salem się stęsknił. Jest już jesień tyle liści na drogach.
Ja jechałam z nów na Dewon a ona na Salemku, Wjechaliśmy na fajną trasę która była cała od liści.
Agnieszka spytała się mnie czy może odkupić od nas Salema. Ja na chwilę umilkłam. Pomyślałam.
Tata już od dawna chciał sprzedać Salema ale mu na to nie pozwoliłam bałam się że trafi do jakiegoś wrednego pana. Ale wiedziałam że u Agi będzie mu dobrze i będzie u niej mieszkał do końca życia. Ok powiedziałam, ona wykrzyczała dziękuje tak z wielką radością jak małe dziecko dostaje lizaka. Objęła Salema, przytulając go. Wróciliśmy do domu. Rozebraliśmy konie i pobiegliśmy do domu. A kurat wpadliśmy jak tata podpisywał sprzedaż konia, gdy mnie ujrzał zrobił przerażoną minę. Ja wiem tato że pani Marta (mama Agnieszki) kupuje Salema. Nie jestem zła.
Potem przyjechała przyczepa do koni i go zabrała, pożegnałam się z nim i Agnieszką . Obiecała że jak przyjedzie następnym razem po pościga się ze mną i Zgodną. Teraz że sobą esemesujemy jak tam u naszych koników.
Kupuje go od nas taka miła pani ona mieszka blisko gór. Mam małe stadko koników i szukała konia dla swojej córki. Znam ją nazywa się Agnieszka ma 13 lat, przyjechała ona na wakacje do pensjonatu Siodło niedaleko mojej miejscowości no znaczy 15 min drogi. Dowiedziała się że mamy konie bo akurat moja mama pracuje w pensjonacie. Przyjechała do mnie na jazdy w teren.
Nie musiała płacić dla mnie to była przyjemność że mogę z kimś jeździć po 2 godz. dziennie w teren. Ja jeździłam na Kasztance a ona na początku na Kwiatku. Mieliśmy jechać w teren ale kwiatek potarła se pod popręgiem pachy i wolałam jej nie brać. Dałam jej Salema a ona zrobiła do mnie wielkie oczy i mały uśmiech. Powiedziałam dziś jest wymiana konia ja jadę na dewon a ty na Salemie bo kasztanka go nie lubi. Dewon i Salem to folbluty więc możemy się ścigać w tedy będziemy mieć równe szanse. Po terenie Agniszka spytała się czy może od teraz jeździć tylko na Salemie. Ja odparłam tak bo kwiatek nie jest teraz do jazdy. Wakacje się skończyły i Aga musiała wracać do domu.
Ale teraz w październiku przyjechała do mnie na 4 dni jakoś namówiła rodziców aby zwolnili ją że szkoły. Spytałam się jej czy pojedziemy w teren bo salem się stęsknił. Jest już jesień tyle liści na drogach.
Ja jechałam z nów na Dewon a ona na Salemku, Wjechaliśmy na fajną trasę która była cała od liści.
Agnieszka spytała się mnie czy może odkupić od nas Salema. Ja na chwilę umilkłam. Pomyślałam.
Tata już od dawna chciał sprzedać Salema ale mu na to nie pozwoliłam bałam się że trafi do jakiegoś wrednego pana. Ale wiedziałam że u Agi będzie mu dobrze i będzie u niej mieszkał do końca życia. Ok powiedziałam, ona wykrzyczała dziękuje tak z wielką radością jak małe dziecko dostaje lizaka. Objęła Salema, przytulając go. Wróciliśmy do domu. Rozebraliśmy konie i pobiegliśmy do domu. A kurat wpadliśmy jak tata podpisywał sprzedaż konia, gdy mnie ujrzał zrobił przerażoną minę. Ja wiem tato że pani Marta (mama Agnieszki) kupuje Salema. Nie jestem zła.
Potem przyjechała przyczepa do koni i go zabrała, pożegnałam się z nim i Agnieszką . Obiecała że jak przyjedzie następnym razem po pościga się ze mną i Zgodną. Teraz że sobą esemesujemy jak tam u naszych koników.
czwartek, 10 października 2013
Dzisiejsza Opowieść 25
Dziś mamy wolne bo jest dzień nauczyciela ale szczerze mówiąc to mam 4 dni wolne bo w piątek nie idę do szkoły (czyli dziś) jest weekend a w poniedziałek mamy apel więc jestem w szkole od 9 do 12. Więc można świętować.
Dziś u mnie wyjrzało piękne słoneczko tylko mały wiaterek jest.Nakarmiłam koniki i wypuściłam je na pastwisko. Wzięłam snopek siana i rozsypałam go pod płotem, koniki uradowane podleciały i zaczęły się obżerać.
Moja kumpela Wiki namówiła mnie abym wkleiła Kasztankę (proszę nie kopiować zdjęcia)
To zdjęcie jest z zeszłego roku.
Postanowiłam że pokaże wam kilka koni no znaczy Kwiatka i Dewon (zdjęcia są moje nie z internetu)
Dewon:
Dziś u mnie wyjrzało piękne słoneczko tylko mały wiaterek jest.Nakarmiłam koniki i wypuściłam je na pastwisko. Wzięłam snopek siana i rozsypałam go pod płotem, koniki uradowane podleciały i zaczęły się obżerać.
Moja kumpela Wiki namówiła mnie abym wkleiła Kasztankę (proszę nie kopiować zdjęcia)
To zdjęcie jest z zeszłego roku.
Postanowiłam że pokaże wam kilka koni no znaczy Kwiatka i Dewon (zdjęcia są moje nie z internetu)
Dewon:
Jak widzicie z tyłu mam stawy i fają budkę nad stawami a teraz Kwiatek córka Dewon
Może kiedyś pokażę resztę moich konia ale na razie to pa
sobota, 5 października 2013
Dzisiejsza opowieść 24
Witajcie!
Gosia musiała już niestety wracać bo kończą się jej ferie jesienne.
Zapomniałam wam wszystko objaśnić, bo w zeszłym roku ( sory całkiem zapomniałam) wprowadziły się do mojej wsi 2 nowe dziewczyny. Konia nie miały ale bardzo je kochały są ode mnie młodsze o 2 lata ale to nic. Jedna nazywa się Wiktoria (wiki) a druga Emila (kucyk), dziewczyny nauczyły się u mnie jeździć konno.
Wiktoria jeździ na kasztance a Emila na Kwiatku.
Więc no wiecie szalejemy skaczemy już dość wysokie przeszkody i mamy trudne trasy.
Ok do rzeczy.
Wybrałam się dziś z wiki i kucykiem na przejaszczkę, dziewczyny mówiły że jak jej mama kupi łąkę koło ich domu to zakupi im konia. Kasztance będzie chyba smutno bez wiki bo bardzo ją lubi nawet wiktoria mi mówiła że nie będzie se kupować konia bo kocha kasztankę i będzie u mnie tylko jeździć. Wieki jest świetna ujarzmiła tego wrednego gryzącego i kopiącego konia. Terasz kasztanka jest bardzo spokojna i potrafi kilka fajnych sztuczek.
Wiki nauczyła ją ukłonu, stawanie dęba, nawet potrafi ją położyć i jak się jej pokaże ręką to potrafi tak fajnie nogi do przodu dawać to chyba kłus francuski bo zapomniałam, ja to zgodną nauczyłam tylko ukłon ale nawet ślicznie jej to wychodzi.
Znalazłam dziś kota u mnie w stodole, jest to kociak już widzi i chodzi bo to już chyba miesięczny więc duży jest trochę dziki. Drapnął wiki do krwi tylko ja się go nie boje i tego jego szyku biorę go na ręczę normalnie. No i nie zapomnijmy że byłam dziś na 2 godz. spacerku z dziewczynami. Oczywiście z psami ,alex grzecznie szedł przy roweze wiki wzięła Kame (też owczarka niemieckiego ale to jest dziewczyna). Było fajnie szukaliśmy nowej ścieżki gdzie mogli byśmy pojechać konno.
Gosia musiała już niestety wracać bo kończą się jej ferie jesienne.
Zapomniałam wam wszystko objaśnić, bo w zeszłym roku ( sory całkiem zapomniałam) wprowadziły się do mojej wsi 2 nowe dziewczyny. Konia nie miały ale bardzo je kochały są ode mnie młodsze o 2 lata ale to nic. Jedna nazywa się Wiktoria (wiki) a druga Emila (kucyk), dziewczyny nauczyły się u mnie jeździć konno.
Wiktoria jeździ na kasztance a Emila na Kwiatku.
Więc no wiecie szalejemy skaczemy już dość wysokie przeszkody i mamy trudne trasy.
Ok do rzeczy.
Wybrałam się dziś z wiki i kucykiem na przejaszczkę, dziewczyny mówiły że jak jej mama kupi łąkę koło ich domu to zakupi im konia. Kasztance będzie chyba smutno bez wiki bo bardzo ją lubi nawet wiktoria mi mówiła że nie będzie se kupować konia bo kocha kasztankę i będzie u mnie tylko jeździć. Wieki jest świetna ujarzmiła tego wrednego gryzącego i kopiącego konia. Terasz kasztanka jest bardzo spokojna i potrafi kilka fajnych sztuczek.
Wiki nauczyła ją ukłonu, stawanie dęba, nawet potrafi ją położyć i jak się jej pokaże ręką to potrafi tak fajnie nogi do przodu dawać to chyba kłus francuski bo zapomniałam, ja to zgodną nauczyłam tylko ukłon ale nawet ślicznie jej to wychodzi.
Znalazłam dziś kota u mnie w stodole, jest to kociak już widzi i chodzi bo to już chyba miesięczny więc duży jest trochę dziki. Drapnął wiki do krwi tylko ja się go nie boje i tego jego szyku biorę go na ręczę normalnie. No i nie zapomnijmy że byłam dziś na 2 godz. spacerku z dziewczynami. Oczywiście z psami ,alex grzecznie szedł przy roweze wiki wzięła Kame (też owczarka niemieckiego ale to jest dziewczyna). Było fajnie szukaliśmy nowej ścieżki gdzie mogli byśmy pojechać konno.
sobota, 28 września 2013
Dzisiejsza Opowieść 23
Przez ostatnie kilka dni wiele się nie działo no zaraz były przecież biegi muszę się pochwalić że byłam 1 he he ale na koniu. Byłam z Darią na koniach ona na swojej ukochanej didi a ja na mej bestii Zgodnej. Byliśmy pooglądać jak młodzi się ścigają. Ale nie zapomnijmy że była z nami Gośka. Dziś trochę szaleliśmy Gośka na swoim Argoninem na oklep i ja na zgodnej niestety jeszcze w siodle.
Znów mnie namówiła abym dodała zdjęcie, Gosia lubi się chwalić jakiego ma konika, Gosia skakała a ja trenowałam z Zgodną no wiecie uczyła się podnosić nogi jak przechodzi przez belki. Potem przeskoczyliśmy 60 cm przeszkodę, Wysoko hi hi. E eee przecież my nie będziemy zanudzać koni więc udaliśmy się na wyścigi i zrobiliśmy zakład kto przegra czyści wszystkie konie w stajni od stóp do głów. I zgadnijcie kto wygrał !!!
Ja !! nie wiedziałam że zgodna jest taka szybka, ścigaliśmy się na prostej drodze (leśnej) startem była gałązka a metą korzeń. Ruszyliśmy że stępu w galop zgodnej się to tak spodobało że tak pędziła że zastanawiałam się jak ją zatrzymać ale się udało jest bardzo posłuszna. Okazało się że Gosia zostanie u mnie aż do środy wiec będzie miała dużo czasu aby wyczyścić konie. Ale ja niestety będę musiała iść już do szkoły.
Znów mnie namówiła abym dodała zdjęcie, Gosia lubi się chwalić jakiego ma konika, Gosia skakała a ja trenowałam z Zgodną no wiecie uczyła się podnosić nogi jak przechodzi przez belki. Potem przeskoczyliśmy 60 cm przeszkodę, Wysoko hi hi. E eee przecież my nie będziemy zanudzać koni więc udaliśmy się na wyścigi i zrobiliśmy zakład kto przegra czyści wszystkie konie w stajni od stóp do głów. I zgadnijcie kto wygrał !!!
Ja !! nie wiedziałam że zgodna jest taka szybka, ścigaliśmy się na prostej drodze (leśnej) startem była gałązka a metą korzeń. Ruszyliśmy że stępu w galop zgodnej się to tak spodobało że tak pędziła że zastanawiałam się jak ją zatrzymać ale się udało jest bardzo posłuszna. Okazało się że Gosia zostanie u mnie aż do środy wiec będzie miała dużo czasu aby wyczyścić konie. Ale ja niestety będę musiała iść już do szkoły.
czwartek, 26 września 2013
Dzisiesza opowieść 22
Słuchajcie dziś przyjechała do mnie moja kumpelka z swoim koniem. Jest to polka ale mieszka w niemcech u nich są ferie jesienne (mają fajnie). Jej rodzinka jest trochę bogata a ja jestem jej jedną z najlepszych przyjaciółek. Jechała do mnie 7 godzin ale warto było jak mówi rodzice zwolnią mnie ze szkoły więc do końca tygodnia nie będę się uczyć :).
A więc byliśmy w terenie.... zaraz zapomniałam ją przedstawić z tych emocji nazywa się ona Gosia a jej koń Argonin jest on łaciaty i szalony. Zrobiliśmy kilka zdjęć i Gosia sama nalegała mnie abym wstawiła tu zdjęcia wię proszę o to Argonin:
Jak już zobaczyliście ten konik jest na gifie w poprzednim poście :)
A więc byliśmy w terenie.... zaraz zapomniałam ją przedstawić z tych emocji nazywa się ona Gosia a jej koń Argonin jest on łaciaty i szalony. Zrobiliśmy kilka zdjęć i Gosia sama nalegała mnie abym wstawiła tu zdjęcia wię proszę o to Argonin:
Jak już zobaczyliście ten konik jest na gifie w poprzednim poście :)
środa, 25 września 2013
Dzisiejsza opowieść 21
Hej wczoraj pisałam opowiadanie ale dziś mam trochę czasu więc napiszę.
Trochę dziś zimno a jak wiadomo w tedy z domu nie wychodzę bo jestem chora mam katar dziwne co, przestawiliśmy pastwisko więc konie pasą się teraz pod lasem, mam na nie świetny widok z mojego okna najchętniej bym do nich pobiegła teraz ale nie przeskoczę stawu więc muszę go okrążyć ale mi się nie chce.
Zgodna ma dziś wolne od ćwiczeń ale rano zrobiliśmy tylko sztuczkę z ukłonem.
Dostaje wiadomości na howrse ile ja mam koni w stajni więc mówię liczbę (nie mogę mówić wszystkiego bo to internet a moja tożsamość jest ważna dla mnie i zdjęcia które mogą być kopiowane więc dlatego ich nie wklejam).
Mam dokładnie 6 więc wymieniam:
-Frycek (wałach) wielkopolski maść gniada
-Kwiatek (klacz) wielkopolska maść gniada z białymi skarpetkami
-Zgodna (klacz) wielkopolska maść ciemno gniada z skarpetkami
-Kasztanka (Klacz) hanower (chyba) maść kasztanowata dwie długie skarpety
-Salem (Ogier) Folblut maść kara
-Dewon (Klacz) Folblut z wielkopolską maść siwa w hrecle to jest mama Kwiatka
Trochę dziś zimno a jak wiadomo w tedy z domu nie wychodzę bo jestem chora mam katar dziwne co, przestawiliśmy pastwisko więc konie pasą się teraz pod lasem, mam na nie świetny widok z mojego okna najchętniej bym do nich pobiegła teraz ale nie przeskoczę stawu więc muszę go okrążyć ale mi się nie chce.
Zgodna ma dziś wolne od ćwiczeń ale rano zrobiliśmy tylko sztuczkę z ukłonem.
Dostaje wiadomości na howrse ile ja mam koni w stajni więc mówię liczbę (nie mogę mówić wszystkiego bo to internet a moja tożsamość jest ważna dla mnie i zdjęcia które mogą być kopiowane więc dlatego ich nie wklejam).
Mam dokładnie 6 więc wymieniam:
-Frycek (wałach) wielkopolski maść gniada
-Kwiatek (klacz) wielkopolska maść gniada z białymi skarpetkami
-Zgodna (klacz) wielkopolska maść ciemno gniada z skarpetkami
-Kasztanka (Klacz) hanower (chyba) maść kasztanowata dwie długie skarpety
-Salem (Ogier) Folblut maść kara
-Dewon (Klacz) Folblut z wielkopolską maść siwa w hrecle to jest mama Kwiatka
wtorek, 24 września 2013
Dzisiejsza Opowieść już 20 !!!
Od kilku dni jeżdżę już na Zgodnej jest wspaniała nic nie robi jesteśmy po prostu jednością.
Świetnie się z nią pracuję,Ostatnio byłam z Darią i Karoliną pierwszy raz w terenie na zgodnej od kiedy umarła Sytylia, Kasi z nami nie było bo uczy się teraz w Wschowie w jakiejś szkole mundurowej. Mi został jeszcze tylko ten rok aby do niej dołączyć :).
Zgodna w terenie zachowywała się znakomicie polubiła didi klacz dari i lady Karoliny. Na trasie była zwalona kłoda i udało nam się ją przeskoczyć bez żadnych problemów. Świetnie dogaduje się z resztą mojego stada. Nawet z kasztanką która jest dzika. Jak są na pastwisku najczęściej przebywa z nią frycek. Fajna z nich parka :)
Świetnie się z nią pracuję,Ostatnio byłam z Darią i Karoliną pierwszy raz w terenie na zgodnej od kiedy umarła Sytylia, Kasi z nami nie było bo uczy się teraz w Wschowie w jakiejś szkole mundurowej. Mi został jeszcze tylko ten rok aby do niej dołączyć :).
Zgodna w terenie zachowywała się znakomicie polubiła didi klacz dari i lady Karoliny. Na trasie była zwalona kłoda i udało nam się ją przeskoczyć bez żadnych problemów. Świetnie dogaduje się z resztą mojego stada. Nawet z kasztanką która jest dzika. Jak są na pastwisku najczęściej przebywa z nią frycek. Fajna z nich parka :)
Następna opowieść za kilka dni!!
wtorek, 17 września 2013
Dzisiejsza Opowieść 19
Okazało się że rodzice kupili mi konia, klacz nazywa się Zgodna.
Jest ona po prostu prześliczna, na głowie ma długą białą plamkę i brązowe oczy.
Klacz ma dopiero 3 lata i można ją ujeżdżać ostatnio pracowałam trochę z nią, gdy zakładam na nią siodło i podpinam popręg jest spokojna trochę mam problemy bo nie chce otwierać buśki jak chce założyć ogłowie. Lonżuje ją z siodłem aby się przyzwyczajała niedługo usiądę na nią i zaczniemy ją ujeżdżać, widać że ten koń kocha biegać i skakać więc jak biorę ją na lonże robię jaj małe przeszkody.Ale nie moge jej zbyt dużo czasu poświęcać bo jest szkoła, Akor jakoś znosi ze mną brak Sytyli i naszych wspólnych jazd.Bardzo za nią tęsknię.
niedziela, 1 września 2013
Dzisiejsza Opowieść 18
Dziś zaczęła się szkoła, na początku pierwsze dwa tygodnie to takie leniuchowanie ale potem to już mordęga. O Sytyli już coraz zadziej wspominam ale ona na zawsze będzie w moim Sercu. Nie mam urazu do koni, nadal je kocham tak samo jak kiedyś ale teraz bardziej je doceniłam.
Wstałam rano umyłam się, zadzwoniłam szybko do kumpeli aby się spytać o której dokładnie się zaczyna rok szkolny. Pojechałam autobusem z Karoliną i Kasią do szkoły potem dojechała do nas Daria. No wiecie na początku było gadanie dyrektorki : Miło was widzieć w tym nowym roku szkolnym Bla bla bla. Potem kościół i do domu. Strasznie wieje dziś wiatr więc moje rozpuszczone włosy na tym wietrze zrobiły się na szopę :) . Po rozczesaniu kudłów poszłam do koni (niebyły one wypuszczone ponieważ strasznie wiało. Dawałam im po koleji siana. Nagle coś mi się pomyliło bo chciałam wrzucić siano do ostatniego boksu. Zaraz tam nie ma konia. Odwróciłam się i poszłam zanieść siano. Nagle coś zarżało odwróciłam się i ujrzałam konia.Nie Frycka tylko konia który był w ostatnim boksie. Podbiegłam do niej, klacz się cofnęła. Więc weszłam do jej boksu. Kucnęłam przy ścianie. Chyba po 3 min klacz podeszła do mnie i musnęła mnie chrapami mi policzku. Przyjrzałam się jej. Była to chyba klacz rasy wielkopolskiej maści ciemno gniadej z dużymi jabłkami. Grzywa nie była długa tylko obcięta na czuprynę. Ogon miała długi wyrównany na końcówkach. Dałam jej siana i pobiegłam do domu spytać co to za koń.
Wstałam rano umyłam się, zadzwoniłam szybko do kumpeli aby się spytać o której dokładnie się zaczyna rok szkolny. Pojechałam autobusem z Karoliną i Kasią do szkoły potem dojechała do nas Daria. No wiecie na początku było gadanie dyrektorki : Miło was widzieć w tym nowym roku szkolnym Bla bla bla. Potem kościół i do domu. Strasznie wieje dziś wiatr więc moje rozpuszczone włosy na tym wietrze zrobiły się na szopę :) . Po rozczesaniu kudłów poszłam do koni (niebyły one wypuszczone ponieważ strasznie wiało. Dawałam im po koleji siana. Nagle coś mi się pomyliło bo chciałam wrzucić siano do ostatniego boksu. Zaraz tam nie ma konia. Odwróciłam się i poszłam zanieść siano. Nagle coś zarżało odwróciłam się i ujrzałam konia.Nie Frycka tylko konia który był w ostatnim boksie. Podbiegłam do niej, klacz się cofnęła. Więc weszłam do jej boksu. Kucnęłam przy ścianie. Chyba po 3 min klacz podeszła do mnie i musnęła mnie chrapami mi policzku. Przyjrzałam się jej. Była to chyba klacz rasy wielkopolskiej maści ciemno gniadej z dużymi jabłkami. Grzywa nie była długa tylko obcięta na czuprynę. Ogon miała długi wyrównany na końcówkach. Dałam jej siana i pobiegłam do domu spytać co to za koń.
Następna Opowieść za kilka Dni!
Subskrybuj:
Posty (Atom)



























