Dzisiaj wybrałam się z przyjaciółką Darią w jesienny teren, bardzo lubię tą porę roku jest taka tajemnica a za razem piękna.
Ja jechałam na mojej kochanej Zgodnej jak dobrze pamiętacie była ona maści skarogniadej z wielką latarnią z przodu oraz dwiema skarpetkami na tylnych nogach charakterystyczne u niej jest to że ma grzywę ściętą na irokeza. Daria natomiast jechała na swojej klaczy Didi która jest maści karej, ona nie ma łysinki ani żadnych skarpetek :P jej grzywa jest długa idealna na robienie warkoczy :).
W terenie trochę poskakałyśmy aby doskonalić swoje i umiejętności koni. Gdy wróciłyśmy obmyłyśmy koniom nogi.
Dzisiaj Daria u mnie nocuje więc Didi stoi w boksie koło Zgodnej zresztą moich koników.
środa, 15 października 2014
wtorek, 14 października 2014
Dzisiejsza opowieść 46
Od śmierci Sytyli minęły prawie dwa lata, bardzo za nią tęsknię ale tak już w życiu bywa tracimy kogoś na kim nam bardzo zależało by poznać kogoś innego.
Akor już nas opuścił został wypuszczony na wolność w pięknym parku gdzie będzie bezpieczny :) często dostaje jego zdjęcia od znajomego który fotografuje tamtejsze zwierzęta rozpoznaje go po bliźnie na łapce którą ma od pułapki kłusownika. Dokładnie pamiętam ten dzień jechałam na Sytyli przez leśną ścieżkę gdy nagle na drodze ujrzałam malutkiego liska zaplątanego w sidła, pętla była mocno zaciśnięta a z łapki leciała krew, lisek był bardzo przestraszony ale pozwoli się dotknąć, wzięłam go na ręce wskoczyłam na Sytylię i pogalopowałam w stronę domu aby z mamą jechać do weterynarza z nim. Zdjęcie małego Akorka teraz to jest już dorosły.
Akor już nas opuścił został wypuszczony na wolność w pięknym parku gdzie będzie bezpieczny :) często dostaje jego zdjęcia od znajomego który fotografuje tamtejsze zwierzęta rozpoznaje go po bliźnie na łapce którą ma od pułapki kłusownika. Dokładnie pamiętam ten dzień jechałam na Sytyli przez leśną ścieżkę gdy nagle na drodze ujrzałam malutkiego liska zaplątanego w sidła, pętla była mocno zaciśnięta a z łapki leciała krew, lisek był bardzo przestraszony ale pozwoli się dotknąć, wzięłam go na ręce wskoczyłam na Sytylię i pogalopowałam w stronę domu aby z mamą jechać do weterynarza z nim. Zdjęcie małego Akorka teraz to jest już dorosły.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

