niedziela, 27 października 2013

Dzisiejsza Opowieść 32

Słuchajcie kwiatkowi coś no po prostu odbija ma 9 lat, urodziła się u nas znam bardzo dobrze tego konia ale po piątkowej jeździe ok słuchajcie.
Przyszedł do mnie Kucyk i spytała się czy pojeździmy na koniu no na Kwiatku tylko bo Kucyk chciała poćwiczyć skoki. Jeździliśmy chyba pół godziny. Kwiatek się prawie nie zmęczyła bo miała małe skoki na 50 cm. Kucyk już dobrze jeździ ale boi się trochę skakać po woli mija jej lęk za każdym razem jak wsiada na konia. Powiedziałam jej że nie mam żadnych zdjęć jak galopuje i że nie będę teraz Zgodnej ubierać na 5 min. To wzięłam kwiatka i pojechałyśmy na pobliską łąkę od mojego domu.Ok kucyk stanął koło dużego drzewa na polu, ja pojechałam na koniec łąki stanęłam dałam jej sygnał aby się przygotowała żeby zrobić mi zdjęcie. I ruszyłam na początku wolny kłus potem coraz szybszy ( nie chciało się jej iść) w połowie drogi był galop nagle spuściła ostro głowę na dół hamując i pod rzucając zadem to jest tak zwany Baranek. Na szczęście mam szybką reakcje i pochyliłam się do tyłu dzięki temu nie mogła mnie rzucić. Zatrzymałam się Kucyk otwarła buzie z wrażenia moje pierwsze słowa brzmiały tak:
-I co zrobiłaś zdjęcie

Oczywiście zapatrzyła się i nie zrobiła, no cóż nie przejęłam się tym co mi kwiatek zrobiła. Pojechałam do stajni i ściągnęłam jej siodło, wypuszczając na padok do innych koni. Dałam Zgodnej buziaka w chrapy bo akurat stała przy płocie i poszłam do domu z Kucykiem.

Następnego Dnia

 Wstałam rano, i poleciałam o 7 rano po kucyka, spędziłam u nich chyba 3 godz. bo zostałam zaproszona na śniadanie a Kucyk miała mi pokazać swojego chomika którego kupiła jej mama wczoraj wieczorem jak jej nie było. Wróciłyśmy do mnie wzięłam kwiatka z padoku na lonże i zacięłam lonżować. Po pół godziny ciągłego galopu na lonży byłam ja i ona zmęczona, umyłam ją bo była cała mokra i wypuściłam na padok a ona od razu zaczęła się tarzać.

A cha zapomniałam Agnieszka przysłała mi zdjęcie Salema:
Napisała mi że to zdjęcie jak go umyła a on się od razu wytarzał jak kwiatek.

piątek, 25 października 2013

Dzisiejsza Opowieść 31

Hej moi kochani cały tydzień mnie nie było, no wiecie mam dużo nauki, ale dziś jest piątek. Jestem w domu bo rano brzuch mnie bolał i było mi niedobrze, mama pojechała do pracy a ja zostałam z Akorem i Korą. Wiem dawno nie wspominałam o moim lisku Akorku,  Dla tych co nie wiedzą mam specjalne pozwolenie od koła łowieckiego, bo jak bym go wypuściłam to by szybko umarł bo by se nie poradził, pozwolenie załatwił mi tata który jest myśliwym. Ach fajnie jak upoluje dzika bo potem jest pyszna kiełbaska, (nie nie lubię dzików). Kocham zwierzęta ale do tych trzymam dystans. A Akorek lubi se przekąsić kiełbaskę. 
Tu stare zdjęcie Kasztanki i  Salema przed 5 lat:
W tedy Kasztanka miała 3 lata i była ujeżdżana, och jaka ona była słodka jak ją kupiliśmy jak była jeszcze małym źrebakiem, wyrosła na paskudę (charakter miała po swej mamie) ale wiki nauczyła ją dobrych manier.

sobota, 19 października 2013

Dzisiejsza Opoweieść 30

Witajcie moi drodzy, więc wybrałam się dziś z tatą w teren on oczywiście na frycku bo to jego konik a ja tym razem na Kwiatku.Było fajnie tylko kwiatek miała dziś za dużo energii. Ona to zazwyczaj taki ciapek i zawsze jak jedziemy w teren to kucyk ma pecha bo kwiatek zawsze na samym końcu się wlecę. Dziś było odwrotnie dostała bzika !. Kłusujemy a ta za cyna galopować i wyprzedza frycka (dziwne) Tata myślał że w końcu udało mi się ją samodzielnie do galopu zachęcić. Więc tata zaczyna galopować i krzyczy (ja jadę z przodu) że skręcamy. W ostatniej chwili zrobiłam wester na zakręcie choć mam siodło klasyczne.  
Po chwili tata znów krzyczy w lewo a ja oczywiście w ostatniej chwili skręcam, Galopuje tata za mną chce zwolnić i biec koło niego a tu nagle pach w galopie baranek, tylne nogi w powietrzu dobrze że byłam skupiona i pochyliłam się do tyłu. Ok zatrzymałam ją i szliśmy stępem bokiem przez pola. Myślałam że skręcamy w prawo a tata skręcił w lewo wyszłam z małego lasku no znaczy 4 drzewa na pola wychodziły takie wzdłuż blisko siebie, Zobaczyłam że tata tam daleko jest a ja tu a Kwiatek jak to koń woli być w stadzie. 2 razy bryknęła jak chciałam ją zahamować i stanęła dęba taki to skok był. Dogoniła Frycka ale zamiast się zatrzymać pogalopowała dalej no znaczy to był cwał.
Nie chciała się zatrzymać no ale się udało zrobiłam wielkie oczy do tamy i powiedziałam:
-ok ja mam dosyć wole swojego konia wracamy
-ha masz tego konia 9 lat i co
-Ja na nim prawie nie jeżdżę kucyk umie
-Spokojnie musisz ochłonąć ale dobrze wracajmy bo już się ściemnia 
Na złość kwiatkowi całą drogę powrotną siedliśmy stępem. Miałam dziś zły dzień i wstałam lewą nogą dlatego nic mi nie wychodziło. Wróciliśmy do domu wypuściłam konie jeszcze na pastwisko, nie byłam zła Kwiatek chciała wyładować energię.

środa, 16 października 2013

Dzisiejsza Opowieść 29

Były cztery dni wolnego i znów zaczęła się szkoła, na razie nie mogę jeździć konno bo trzeba się uczyć.No ale przecież mogę wchodzić do stajni :)
Przyjechała dziś do mnie Daria ale nie na didi tylko autem szkoda, bo mym mogła pojechać w teren. Mamy projekt z biologi więc było trochę pracy. Mama spytała się mnie i dari czy zrobiłyśmy już lekcje (daria u mnie nocuje bo jej mama pojechała z pracy w góry na taką wycieczkę  no wiecie a jej tata w Niemczech pracuje, dogadaliśmy się tak ze Daria będzie u mnie przez 3 dni).
Ok lekcje zrobione, nudy są więc mama pozwoliła nam pojechać w teren.
Przyjechała też Alicja na Toże i wiki.
Ja jechałam na Zgodnej, Wiki na Kasztance oczywiście Alicja na swojej pięknej Toże a Daria na Dewon.

Tak więc w cztery pojechałyśmy się przejechać, no i oczywiście był to kolejny test dla Zgodnej jak się spisze. Pojechałyśmy nad jezioro z końmi nie wchodziliśmy tym razem do wody bo to nie jest już lato a dziś trochę jest zimno. Podziwiałyśmy naturę. Bardzo lubię jesień, ta pora roku jest piękna.
Galopowałyśmy przez pola. Wjechałyśmy do lasu i zobaczyliśmy kilka saren które wybiegły na pola Alicja chciała sprawdzić czy Tora je dogoni i ruszyła a my za nią. Była prawie przy sarnach które wbiegły do lasu a my musiałyśmy się zatrzymać. (Głupie by było gonić sarny po lesie jeszcze któraś by w drzewo walnęła. Po ścigaliśmy się trochę Zgodna prawie dogoniła Tore ale ona już przeszła metę i wygrała. No Zgodniś dziś nie była w formie może następnym razem się uda. Jak wróciliśmy konie były mokre. Alicja pojechała do domu  z Wiką która siedziała z nią na Toże a by zostałyśmy i wycierałyśmy konie żeby nie były mokre. I wypuściłyśmy je na padok aby się wytarzały. Uszykowałyśmy im kolacje i same poszłyśmy coś zjeść, bo mama akurat robiła ruskie pierogi.  

niedziela, 13 października 2013

Dzisiejsza Opowieść 28

Hej został mi tak jakby jeden dzień wolnego bo jak wcześniej wspominałam w poniedziałek mamy wolne ale trzeba iść na 2 godz na apel. Więc jutro będę mogła sobie jeszcze trochę pojeździć na Zgodnej. Ale od wtorku do piątki nie ma szans za dużo nauki.
A wiec na blogu chyba nie wspomniałem o mojej kolejnej najlepszej przyjaciółce, nazywa się ona Alicie i ma Folbluta który nazywa się Tora.
Wybrałam się dziś z nią w teren jechałam na Dewon bo to w połowie folblut.
Dziś za wiele się nie działo ale Olcia prosiła abym coś napisała.
A więc.
Rano była mżawka i mgła, aż ciarki przechodziły jak miało się wyjść na dwór.
Ale wpadła do mnie Alicia na swojej Torze cała uradowana i krzyknęła. Wstawaj z kanapy już ubrałam ci Dewon no już leniu.
O jejciu dopiero co przyjechała a już ubrała mi konia.
Ubrałam się ciepło i wyjechaliśmy. Trochę wiało, liście opadały z drzew w prost na nas. Dewon pochylała od czasu do czasu głowę aby przekąsić kilka listków. Szliśmy leniwym stępę przez pole kolorowych liści (to przenośnia). Było mnóstwo zakrętów, skończyły się drzewa liściaste i zaczęły się wielkie świerki.
Ruszyliśmy galopem było mnóstwo ostrych zakrętów, jakoś sobie radziłyśmy, pojawiła się prosta droga Tora ruszyła na przód zostawiając mnie w tyle. Dewon zadarła kitę i ruszyła w pogoni za nią.
Zatrzymaliśmy się na skraju lasu podziwiając zachodzące słoncze.
Potem poszłam z Dewon odprowadzić Alicie do jej domu, pożegnałam się z nią i wróciłam szosą do swojego.

sobota, 12 października 2013

Dzisiejsza opowieść 27

Dziś byłam z dziewczynami w terenie czyli  z Emilą i Wiką, miała z nami też być Daria ale nie mogła bo jechała z rodzicami na wesele znajomego.A więc ja jechałam na Zgodnej Wiki na Kasztance a Kucyk (Przezwisko Emili) dziś jechała na Dewon ponieważ kwiatek ma przerwę.
Dziewczyny przyszły do mnie około 9 rano, zjadły u mnie śniadanie z rodziną, naleśniki były pyszne :).  Wzięłyśmy siodła i posłyszmy do stajni. Wyczyściliśmy i ubrałyśmy konie.
Rano była ładna pogodna świeciło słońce i nie było wiatru. Wyjechałyśmy około 11.00.
Wjechaliśmy do lasu gdzie rosły brzozy, na drodze pełno było kolorowych liści.No ale co będziemy jechać stępem no co wy, Wiki wyrwała z kasztanką na przód, potem Kucyk z Dewon a ja się zagapiłam i ruszyłam ostatnia. Byłam w tyle ale Zgodna nagle dostała pioruna zaczęła tak cwałować. Minęłam Emilę i wyprzedziłam Kasztankę. Poczułam jak przeszywa mnie szczęście i jej energia. Zwolniła dziewczyny podjechały do mnie galopem. Wiki krzyknęła od razu.
-Co tak szybko pędzisz?
-Zgodna dostała pioruna 
-He he jedziemy dalej ale teraz stępem 
Nie męczymy koni, Wjechaliśmy na nową ścieżkę. Jechaliśmy jakoś 5 min prosto potem skręciliśmy.
Podjechaliśmy pod górkę.  Droga była piękna wszędzie były różne kolory choć drzewa nie miały liści i tak było tak wiosennie choć jest jesień. Powiedziałam że możemy już wracać ale najpierw może trochę ściganko?  
Wjechaliśmy na kilometrową prostą drogę idealną do wyścigów.Startem była brzuska.
Ruszyliśmy kasztanka prowadziła ja na końcu a Dewon druga. Wydawało mi się że Zgodna straciła zapał do wyścigów. Myliłam się ona tylko czekała aż tamte konie się trochę zmęczą, minęliśmy zakręt, Zgodna znów wkroczyła do akcji, minęłam Emilę z Dewon, zbliżałam się do Kasztanki kiedy Wiki krzyknęła KŁODA!!!!. Zamarłam czy Zgodnej się uda. Widziałam że Kasztanka już przeskoczyła. Zamknęłam oczy i poczułam że wzbijam się w powietrze, Otworzyłam oczy gdy było już po wszystkim. W sercu zrobiło mi się cieplej. Byłam szczęśliwa to znak że Zgodna jest gotowa do treningów skoków. Wróciliśmy do domu dziewczyny biły brawo że Zgodna jest taka szyba i że oczywiście przeskoczyła. 

piątek, 11 października 2013

Dzisiejsza Opowieść 26

Mam dla was wiadomość, Sprzedajemy Salema. Nie będzie go już z nami .
Kupuje go od nas taka miła pani ona mieszka blisko gór. Mam małe stadko koników i szukała konia dla swojej córki. Znam ją nazywa się Agnieszka ma 13 lat, przyjechała ona na wakacje do pensjonatu Siodło niedaleko mojej miejscowości no znaczy 15 min drogi. Dowiedziała się że mamy konie bo akurat moja mama pracuje w pensjonacie. Przyjechała do mnie na jazdy w teren.
Nie musiała płacić dla mnie to była przyjemność że mogę z kimś jeździć po 2 godz. dziennie w teren. Ja jeździłam na Kasztance a ona na początku na Kwiatku. Mieliśmy jechać w teren ale kwiatek potarła se pod popręgiem pachy i wolałam jej nie brać. Dałam jej Salema a ona zrobiła do mnie wielkie oczy i mały uśmiech. Powiedziałam dziś jest wymiana konia ja jadę na dewon a ty na Salemie bo kasztanka go nie lubi. Dewon i Salem to folbluty więc możemy się ścigać w tedy będziemy mieć równe szanse. Po terenie Agniszka spytała się czy może od teraz jeździć tylko na Salemie. Ja odparłam tak bo kwiatek nie jest teraz do jazdy.  Wakacje się skończyły i Aga musiała wracać do domu.


Ale teraz w październiku przyjechała do mnie na 4 dni jakoś namówiła rodziców aby zwolnili ją że szkoły. Spytałam się jej czy pojedziemy w teren bo salem się stęsknił. Jest już jesień tyle liści na drogach.
Ja jechałam z nów na Dewon a ona na Salemku, Wjechaliśmy na fajną trasę która była cała od liści.
Agnieszka spytała się mnie czy może odkupić od nas Salema. Ja na chwilę umilkłam. Pomyślałam.
Tata już od dawna chciał sprzedać Salema ale mu na to nie pozwoliłam bałam się że trafi do jakiegoś wrednego pana. Ale wiedziałam że u Agi będzie mu dobrze i będzie u niej mieszkał do końca życia. Ok powiedziałam, ona wykrzyczała dziękuje tak z wielką radością jak małe dziecko dostaje lizaka. Objęła Salema, przytulając go. Wróciliśmy do domu. Rozebraliśmy konie i pobiegliśmy do domu. A kurat wpadliśmy jak tata podpisywał sprzedaż konia, gdy mnie ujrzał zrobił przerażoną minę. Ja wiem tato że pani Marta (mama Agnieszki)  kupuje Salema. Nie jestem zła.
Potem przyjechała przyczepa do koni i go zabrała, pożegnałam się z nim i Agnieszką . Obiecała że jak przyjedzie następnym razem po pościga się ze mną i Zgodną. Teraz że sobą esemesujemy jak tam u naszych koników.

czwartek, 10 października 2013

Dzisiejsza Opowieść 25

Dziś mamy wolne bo jest dzień nauczyciela ale szczerze mówiąc to mam 4 dni wolne bo w piątek nie idę do szkoły (czyli dziś) jest weekend a w poniedziałek mamy apel więc jestem w szkole od 9 do 12. Więc można świętować.

Dziś u mnie wyjrzało piękne słoneczko tylko mały wiaterek jest.Nakarmiłam koniki i wypuściłam je na pastwisko. Wzięłam snopek siana i rozsypałam go pod płotem, koniki uradowane podleciały i zaczęły się obżerać.
Moja kumpela Wiki namówiła mnie abym wkleiła Kasztankę (proszę nie kopiować zdjęcia)
To zdjęcie jest z zeszłego roku.
Postanowiłam że pokaże wam kilka koni no znaczy Kwiatka i  Dewon (zdjęcia są moje nie z internetu)
Dewon:
Jak widzicie z tyłu mam stawy i fają budkę nad stawami a teraz Kwiatek córka Dewon
Może kiedyś pokażę resztę moich konia ale na razie to pa 

 

sobota, 5 października 2013

Dzisiejsza opowieść 24

Witajcie!
Gosia musiała już niestety wracać bo kończą się jej ferie jesienne.
Zapomniałam wam wszystko objaśnić, bo w zeszłym  roku ( sory całkiem zapomniałam) wprowadziły się do mojej wsi 2 nowe dziewczyny. Konia nie miały ale bardzo je kochały są ode mnie młodsze o 2 lata ale to nic. Jedna nazywa się Wiktoria (wiki) a druga Emila (kucyk), dziewczyny nauczyły się u mnie jeździć konno.
Wiktoria jeździ na kasztance a Emila na Kwiatku.
Więc no wiecie szalejemy skaczemy już dość wysokie przeszkody i mamy trudne trasy.
Ok do rzeczy.
Wybrałam się dziś z wiki i kucykiem na przejaszczkę, dziewczyny mówiły że jak jej mama kupi łąkę koło ich domu to zakupi im konia. Kasztance będzie chyba smutno bez wiki bo bardzo ją lubi nawet wiktoria mi mówiła że nie będzie se kupować konia bo kocha kasztankę i będzie u mnie tylko jeździć. Wieki jest świetna ujarzmiła tego wrednego gryzącego i kopiącego konia. Terasz kasztanka jest bardzo spokojna i potrafi kilka fajnych sztuczek. 
Wiki nauczyła ją ukłonu, stawanie dęba, nawet potrafi ją położyć i jak się jej pokaże ręką to potrafi tak fajnie nogi do przodu dawać to chyba kłus francuski bo zapomniałam, ja to zgodną nauczyłam tylko ukłon ale nawet ślicznie jej to wychodzi. 

Znalazłam dziś kota u mnie w stodole, jest to kociak już widzi i chodzi bo to już chyba miesięczny więc duży jest trochę dziki. Drapnął wiki do krwi tylko ja się go nie boje i tego jego szyku biorę go na ręczę normalnie. No i nie zapomnijmy że byłam dziś na 2 godz. spacerku z dziewczynami. Oczywiście z psami ,alex grzecznie szedł przy roweze wiki wzięła Kame (też owczarka niemieckiego ale to jest dziewczyna). Było fajnie szukaliśmy nowej ścieżki gdzie mogli byśmy pojechać konno.