Mam dla was złą wiadomość Sytylia niestety umarła, Została pochowana przy wierzbie przepraszam że was nie poformowałam przedtem ale nie mogłam się pozbierać po tej tragedii minęło już prawie 5 tygodni odkąd umarła. Pisząc tą wiadomość płaczę ale to że szczęścia że odeszła do nieba gdzie będzie szczęśliwa.Muszę być twarda nie załamywać się. Na szczęście mam przyjaciółki które mnie pocieszają. Ale i tak brakuje mi naszych wspólnych przejażdżek każda ma swojego własnego konia a ja.
piątek, 21 grudnia 2012
środa, 7 listopada 2012
Dzisiejsza opowieść 16
Witajcie bardzo was przepraszam że czasem jestem a czasem mnie niema jakoś nie mam czasu.
No wiecie szkoła,praca nawet w wakacje nie mam czasu no chyba że o godzinie 23.00 kiedy jestem bardzo zmęczona po całym dniu ale dla was mogę coś napisać.
A więc sporo się zmieniło kiedy ostatnio pisałam przez ten czas było dużo szczęścia ale zdarza się coś smutnego. Sytylia jest chora!
Nie było mnie dwa tygodnie w domu bo byłam w niemcech z rodzicami, zwierzętami w tym czasie opiekował sie taki pad on chyba ma 40 lat. Za bardzo nie mieliśmy czasu żeby sprawdzić go czy sie nadaje do opieki nad zwierzętami. To był głupi pomysł żeby go zatrudnić. Gdy wróciliśmy do domu była cisza zobaczyłam do psów bo chciałam się z nimi przywitać przeraził mnie ten widok pełno kup i moczu psy brudne bez wody wbiegłam do stajni cała przerażona z tatą dwa konie leżały na ziemi był to frycek i Sytylia były całe mokre tata powiedział że mają kolkę. Przeraziło mnie to. Mama zadzwoniła na policje. A więc jemu sie dostało i dobrze bardzo sie ciesze ze go skażali psy są już zadbane i reszta zwierząt też. Dobrze że Akor i kora byli u Dari. Frycek wyzdrowiał ale Sytylia jest w ciężkim stanie. Ciągle jest mokra, ma przyspieszony oddech i wzdęcia mam nadzieję że z tego wyjdzie oglądało ją już 4 lekarzy którzy kazali czekać na poprawę.
No wiecie szkoła,praca nawet w wakacje nie mam czasu no chyba że o godzinie 23.00 kiedy jestem bardzo zmęczona po całym dniu ale dla was mogę coś napisać.
A więc sporo się zmieniło kiedy ostatnio pisałam przez ten czas było dużo szczęścia ale zdarza się coś smutnego. Sytylia jest chora!
Nie było mnie dwa tygodnie w domu bo byłam w niemcech z rodzicami, zwierzętami w tym czasie opiekował sie taki pad on chyba ma 40 lat. Za bardzo nie mieliśmy czasu żeby sprawdzić go czy sie nadaje do opieki nad zwierzętami. To był głupi pomysł żeby go zatrudnić. Gdy wróciliśmy do domu była cisza zobaczyłam do psów bo chciałam się z nimi przywitać przeraził mnie ten widok pełno kup i moczu psy brudne bez wody wbiegłam do stajni cała przerażona z tatą dwa konie leżały na ziemi był to frycek i Sytylia były całe mokre tata powiedział że mają kolkę. Przeraziło mnie to. Mama zadzwoniła na policje. A więc jemu sie dostało i dobrze bardzo sie ciesze ze go skażali psy są już zadbane i reszta zwierząt też. Dobrze że Akor i kora byli u Dari. Frycek wyzdrowiał ale Sytylia jest w ciężkim stanie. Ciągle jest mokra, ma przyspieszony oddech i wzdęcia mam nadzieję że z tego wyjdzie oglądało ją już 4 lekarzy którzy kazali czekać na poprawę.
wtorek, 11 września 2012
Dzisiejsza Opowieść 15
Dziś jest sobota na dworze zimno i pochmurno.W taką pogodę nie przejadę się na Sytyli. Na szczęście przyjechała dziś do mnie Daria nie wiem jak to zrobiła w taką pogodę bo ja bym nawet nosa z domu nie wychyliła. Przyjechała do mnie na swojej pięknej klaczy didi. Zaprowadziliśmy ją do boksu obok sytyli. Konie widząc siebie zarżały radośnie. A mały akor wydał śmieszny szczek jak na liska był już duży bo przez ten czas urósł trochę.
Daliśmy koniom siana i wody. Potem posłyszmy do mojego pokoju z Akorem, on położył się na swoim starym niebieskim kocyku od Dari. A my usiadłyśmy na łózko. Przyszła mnie myśl żebyśmy trochę na internecie poszperały. We śliszmy na Allegro i zobaczyliśmy ochraniacze na nogi dla koni. Ostatni dostałam kieszonkowe i mogłam sobie coś kupić razem z Darką zakupiliśmy 2 komplety, Ona wzięła niebieskie a ja czarne. Kliknęliśmy zamów, a teraz tylko czekać na kuriera.
Daliśmy koniom siana i wody. Potem posłyszmy do mojego pokoju z Akorem, on położył się na swoim starym niebieskim kocyku od Dari. A my usiadłyśmy na łózko. Przyszła mnie myśl żebyśmy trochę na internecie poszperały. We śliszmy na Allegro i zobaczyliśmy ochraniacze na nogi dla koni. Ostatni dostałam kieszonkowe i mogłam sobie coś kupić razem z Darką zakupiliśmy 2 komplety, Ona wzięła niebieskie a ja czarne. Kliknęliśmy zamów, a teraz tylko czekać na kuriera.
niedziela, 17 czerwca 2012
Dzisiejsza Opowieść 14
Wyjazd bardzo mi się podobała i moim koleżanką więc opowiem wam wszystko po kolei.
Gdy dojechaliśmy była już godzinna 12.40.Od razu wzięliśmy rzeczy do swojego domku i się rozłożyliśmy szybko.Potem poszłam do przyczepy którą zostawił dziadek i wzięłam Sytylie i zaprowadziłam ją do stajni.Po drodze wiedziałam nowe dziewczyny które spoglądały na Sytylie.Wróciłam do dziewczyn a potem z nimi poszłam wsiąść ich konie,Ja wzięłam że sobą siodło i ogłowie Sytyli.Weszłam do stajni i zauważyłam że Sytylie prowadzi jakaś młoda dziewczyna a biedna sytylia zaczęła jej się szarpać,rzuciłam siodło i pobiegłam w jej kierunku a ona ją puściła,Sytylia przerażona przybiegła do mnie podniosłam siodło i ubrałam je na Sytylię po ubieraniu ogłowia i siodła wybrałam się na krotki kłus z sytylią razem z Darią i Karoliną.Wróciliśmy do stajni zmęczone.Rozebrałam sytylie i wpuściłam ją na pastwisko.Po pewnym czasie chciałam zobaczyć jak tam Sytylia,ale na pastwisku jej nie było pobiegłam na hale i zobaczyłam znowu tą dziewczynę która właśnie chciała wsiąść na Sytylie wbiegłam tam i zabrałam jej ją.A ona na mnie zaczęła krzyczeć że to jest jej koń i niech go puszczę,W tedy już nie wytrzymałam udeżyłam ją z całej siły w twarz.Ona upadła na ziemię ,wstała i gdzieś pobiegła.Wzięłam Sytylię i zaprowadziłam ją koło naszego domku ja sobie siedziałam na krześle a ona jadła trawę.Po chwili zauważyłam znowu tą dziewczynę która przyprowadziła że sobą kierownika tego końskiego raju.Gdy on mnie ujrzała przestraszyła się on i ja dobrze się znaliśmy,w tedy złapał tą dziewczynę za rękę i powiedział że nie ma prawa tu już przyjeżdżać.Cieszyłam się bo w końcu miałam spokój.Do domu wróciłam z złotym medalem bo akurat były w Niedziele wieczorem rozgrywane małe zawody.Przywitałam się z liskiem i dałam mu zakupione przedtem smakołyki.I tam załączył się mój dzień.
piątek, 15 czerwca 2012
Dzisiejsza Opowieść 13
Dziś nie wiele się działo jak co dzień nakarmiłam rano Akora i pojechałam autobusem w szkoły,Po długich i wyczerpujących zajęciach wróciłam do domu.Byłam zmęczona ale odrobiłam lekcje nakarmiłam Akora i pojechałam się przejechać na Sytyli wzięłam że sobą mojego psa Kore grzecznie leżała mi na kolanach po drodze spotkałam stado żurawi ładnie śpiewały ale po chwili odleciały gdy Kora zaszczekała był to piękny widok żurawie na słońcu.Wróciłam do domu i poszłam się trochę przespać na kanapie.Po krótkim odpoczynku poszłam do stajni i poczyściłam trochę konie.Po kilku minutach zadzwonił do mnie telefon,Był to dziadek i przekazał mi że jadę z Sytylią do szkółki dla dziewczyn o nazwie ''Nasze końskie weekendy'' gdzie jeżdzę co 5 tygodni razem z Darią i Karoliną lecz tym razem bez Kasi ponieważ trochę się pozłościliśmy na siebie.Byłam szczęśliwa a także smutna,od razu się spakowałam i zadzwoniłam do dziewczyn że dziadek przyjedzie i zabierze nasze konie w ogromnym tirze dla koni sportowych,Bardzo długo na to czekaliśmy ale warto choć trwa to tylko 2 dni,właśnie teraz nie cierpliwie czekam z koleżankami na sobotę,Tak wezmę że sobą laptopa i będę o wszystkim informować was:)
czwartek, 14 czerwca 2012
Dzisiejsza Opowieść 12
Dziś musiałam iść do szkoły i zostawiłam Akora w domu.Godziny leciały szybko w końcu wróciłam do domu.Gdy weszłam do pokoju Akora nie było, przestraszyłam się po chwili usłyszałam ziewnięcie Akora ,Podeszłam do szafki i ujrzałam go śpiącego na jego nowym niebieskim koczyku który dostał od Dari.Po pewnym czasie Akora nakarmiłam potem poszłam z nim do stajni tam Założyłam Sytyli siodło włożyłam Małego do torby i pojechałam się przejechać po drodze spotkałam Karolinę i Darie które też wybrały się na koniu.Zdziwiło mnie to że Karolina ma że sobą swoją kluskę (Psa rasy Jamnik) która leżała na jej kolanach a Daria miała że sobą swoją Papugę o mieniu Optimum rasy papuga falista która siedziała jej na ramieniu.Pojechaliśmy na łąkę pełną maku a Dari papuga gdzieś na zginęła w makach,po 5 min poszukiwań za nią wyleciała wykończaczu gdy Daria zawołała ''Orzeszek''.Było bardzo fajnie jak wtaczałam to widziałam dużego jelenia staną on na drodze ale po chwili uciekł.I tak zakończył się mój dzień.
wtorek, 12 czerwca 2012
Dzisiejsza Opowieść 11
Dziś już musiałam wracać do domu bo musiałam iść następnego dnia do szkoły.Więc spakowałam się i zabawki Akora i wujek mnie odwiózł do domu zabrał że sobą przyczepę od koni,Nie wiedziałam co w niej jest bo nie pozwalał mnie do niej zajrzeć po upływie godziny wstąpiliśmy do innej stadniny a w przyczepie był Błyskawica niestety wujek już się dawno umówił z tym panem że się zamieni na klacz wielkopolską.Było mi trochę smutno ale nie gniewałam się na wujka bo pamiętałam o przysłowiu wujka "Smutki zostaw z tyłu i ciesz się'' Ale byłam zadowolona bo Błyskawica miał brać udziały w zawodach i byłam zadowolona.I jeszcze dostałam od tego pana nowe siodło aby to mi poprawiło bardziej humor.Więc wróciłam do domu pożegnałam się z wujkiem i poszłam odłożyć siodło do mojego własnego schowka na sprzęt.Nakarmiłam Akra kawałkami mięska i obliczyłam że ma już 34 dni.Potem wzięłam miskom szczotkę i go trochę poczesałam.zeszłam na duł zjadłam kolację i poszłam do stajni a w niej był mały źrebak tak wiedziałam o tym wcześniej bo ona ma już 12 dni a ja zapomniałam wam powiedzieć ma ona na imię Demeter a jej matką jest Kwiatek.To już wszystko na dziś mam nadzieję że się wam podobało.
poniedziałek, 11 czerwca 2012
Dzisiejsza Opowieść 10
Bardzo przepraszam za moją nie obecność ale od razu po wyciecze jechałam do mojego wujka który prowadzi stadninę i dzwonił do mnie że kupił konia rasy Luzytania maści siwej od razu się spakowałam liska też i mama mnie do niego zawiozła od razu się z nim przywitałam i pobiegłam do cioci zrobić jej niespodziankę że jestem akurat robiła truskawkowy tort.Więc gdy już się przywitałam i podjadłam trochę tortu z Akorem i poszliśmy do stajni a tam stał w boksie i spoglądał na mnie niespokojnienie,gdy do niego podeszłam staną dęba przestraszyłam się ale od razu odłożyłam Akora i wzięłam linkę wskoczyłam do boksu i szybko go wyprowadziłam na pastwisko.Przywiązałam go do ogrodzenia by mi nie uciekł i żeby dosięgał do trawy.Potem poszłam do pokoju wujka i wyciągnęłam z teczki papiery konia.Trochę oczytałam i dowiedziałam się skąd pochodzi i jak się nazywał.Więc jego imię brzmi Błyskawica i w tedy przypomniało mi się że zostawiłam Akora w stajni strasznie się przestraszyłam gdy tam weszłam on spał sobie wygodnie na sianie z małym kurczaczkiem nie mogłam się potrzymać i zrobiłam im zdjęcie.Włożyłam go do torby i poszłam do konia.No i jak zwykle jakaś niespodzianka linka jest a konia nie ma więc głośno krzyknęłam jego imię,po chwili poczułam jego oddech na plecach obróciłam się a on stał nie ruchomo więc szybko pobiegłam do stajni po siodło.Gdy prysłam konia nie było ale po chwili podszedł do mnie ubrałam go i pojechałam z nim na leśną ścieżkę Akor się bardzo cieszył że moje jeździć razem ze mną.Gdy wróciłam nalałam mu wody i dałam jeść.Potem poszłam do domu i tam ciocia czekała z tortem po dobrym obiedzie pojechałam razem z wujkiem do sklepu aby zrobić zakupu gdy jechaliśmy koło sklepu z zabawkami głośno powiedziałam Stać wujek od razu wiedział o co mi chodzi weszłam do sklepu i kopiłam konia schleich rasy Pinto czarną klacz.Jestem starsza ale uwielbiam kolekcjonować te konie mam ich już chyba 200.Do domu wróciłam dopiero o 22.00 ponieważ siedziałam w stajni i bawiłam się z końmi.I od razu zasnęłam.
sobota, 19 maja 2012
Dzisiejsza Opowieść 9
Dzisiaj nakarmiłam liska i zaczęłam się pakować,jechałam z klasą na wycieczkę do Krakowa i wrócę dopiero 4 czerwca a Akora (liska) dam mojej koleżance Kasi aby się nim zajęła aż do mojego powrotu.Więc do zobaczenia wkrótce !
Następna opowieść za kilka dni!
piątek, 18 maja 2012
Dzisiejsza Opowieść 8
Wstaliśmy rano nakarmiliśmy liska i się trochę z nim pobawiliśmy.Potem ubraliśmy koniom siodła i pojechaliśmy,dojechaliśmy do jeziora i tam pływaliśmy trochę z końmi a jak wyliśmy byliśmy całe mokre jak konie.Wjechaliśmy do dębowego lasu były one Ogromne oraz pełne kwiatów gdzie bardzo podobał nam się ich zapach.Wróciliśmy do domu zajęliśmy się małym liskiem.Dziewczyny jechały już do domu a ja zostałam sama i tak zakończył się mój i liska dzień.
czwartek, 17 maja 2012
Dzisiejsza Opowieść 7
Dzisiaj był dzień jak co dzień pojechałam konno koleżanką która jechała na didi nazwała się Daria.Byliśmy koło jeziora i porobiliśmy piękne zdjęcia jezioru,kaczką,łabędziom i żurawią.Słońce ładnie świeciło rozłożyliśmy koc konie daliśmy na łąkę aby się pasły a mu usiedliśmy na kocu i zrobiliśmy sobie mały piknik potem dojechały do nas Kasia na koniu Eudoksja i Karolina na Lady.Teraz siedzieliśmy wszystkie razem jak wtaczaliśmy jechaliśmy przez łąkę pełną Kwiatów Lnu było bardzo pięknie.Dojechaliśmy do mojego domu ja poszłam nakarmić Akora a dziewczyny łowiły ryby.Gdy przyszłam Daria złowiła wielkiego szczupaka Kasia średniego amura a Karolina kilka dużych płotek.Nadeszła noc wzięłam Akora trochę na dwór a potem zaniosłam go do domu i nakarmiłam ciepłym mlekiem.I poszłam nad stawy gdzie dziewczyny rozpaliły Ognisko przy którym potem paliliśmy Kiełbaski.Po ognisku poszliśmy do mojego domu spać.
Następna część będzie jutro!
środa, 16 maja 2012
Dzisiejsza Opowieść 6
Dzisiaj pomogłam sarnie bo się złapała w pułapkę to na prawdę straszne że kłusowniczy to robią chodzi im o kawałek skóry z żywego zwierzęcia nawet nas ludzi potrafią zabić bez przyczyny.Więc uwolniłam królika ale ja go złapałam bo chciałam sprawdzić kto mi wciąż podjada marchewki z ogródka.Ale potem go wypuściłam w lesie daleko od mojego ogródka mam nadzieję że ten królik nie miał dzieci i był samcem.No więc Ako staję się coraz większy i zaczyna podjadać mi meble chyba mu się nudzi więc ćwiczyłam z nim chodzenie na szelkach a potem poszłam z nim pobawić się na ogród.Odnosiłam go do domu i nakarmiłam a potem ubrałam sytyli siodło i pojechałam w teren trochę skakałam przez zwalone kłody i poszłam nad jezioro trochę sobie popływać z koniem.Jak wróciliśmy wytarłam sytylię tęcznikiem aby była trochę sucha i wróciłam do domu.Nakarmiłam Akora i poszłam zjeść Kolację oraz położyłam się przed telewizorem i do 21.00 oglądałam telewizję po czym poszłam spać.
Następna część będzie jutro!
wtorek, 15 maja 2012
Dzisiejsza Opowieść 5
Dzisiejszego dnia wiele się nie działo i jak co dzień nakarmiłam koniki i Akora a dalej znacie.Ale dzisiaj pojechałam z mamą do poznania i zmyśliwszy do do sklepiku zoologicznego i kupiliśmy małe gumowe zabawki i niebieskie szelki dla Akora a dla Kory kupiłam Szrenicą obroże z plastikowymi diamencikami i niebieską smycz.Gdy wróciłam poszłam do kory i założyłam jej nową obrożę a potem do Liska i ubrałam go w jego szelki wyglądał zabawnie ale ładnie mu było w niebieskim.Wzięłam tą smycz niebieską od Kory i założyłam mu ją i przez resztę dnia uczyłam go chodzić na smyczy wychodziło mu to nawet dobrze ale na początku miał wahania co to jest? co mam teraz zrobić?.Ale potem się przyzwyczaił i zaczął ładnie chodzić.Byłam zmęczona i zasnęłam.
Następna opowieść będzie jutro!
poniedziałek, 14 maja 2012
Dzisiejsza opowieść 4
Wstałam i rozpoczęłam dzień jak co dzień nakarmiłam liska i poszłam do stajni znowu sprawdzić czy klacz Kwiatek urodziła w końcu ponieważ od 3 dni miała mleko a to znaczy że w ciągu 7 lub 8 dni urodzi.Ale nic nie było dałam im siana i wody po czym wypuściłam je na świeżą trawę.wróciłam do domu usiadłam trochę na laptopa po czym poszłam na telewizję i przyszłam na dwór.Nakarmiłam koty karmą z puszki i poszłam na łąkę do sytyli i położyłam się na pachnącej świeżością trawie.A sytylia pasła się koło mnie a po chwili zaczęła się tarzać w tej trawie i się położyła koło mnie.Po kilku minutach wstała i poszła się dalej paść a ja poszłam nakarmić małego Arkona cieplutkim mlekiem ale zauważyłam że ma malutkie ząbki więc niedługo trzeba będzie mu dawać mięsko do jedzenia.Ale na razie niech pije mleko po jest taki malutki ale ma już chyba 2 tygodnie.Bo ja mam go od 4 dni już ale to jak by 4 lata tylko że on nadal jest szczeniakiem który trochę się potyka o swoje łapki.Postaram się go wychować a potem wypuścić na wolność ale nie będę go do tego zmuszać sam zdecyduję czy pójdzie w świat czy zostanie u mnie.Zdaję mi się że ma on już 14 dni i już jest prawie większy ale za dwa tygodnie będę mogła dawać mu mięso.Mam nadzieję że się nie mylę ale jak by co to jest internet i mogę sprawdzić co i jak.
Następna część będzie jutro!
niedziela, 13 maja 2012
Dzisiejsza Opowieść 3
Wstałam rano i poszłam umyć zęby przyszłam do pokoju i nakarmiłam Akora.Potem poszłam na śniadanie iw wyszłam na świeże powietrze.Poszłam nakarmić konie i je wypuściłam oraz znowu po lonżowałam sytylię.Przyszłam do domu i pomogłam trochę mojej mamie.Potem poszłam do stajni założyłam siodło sytyli i pojechałam do lasu i trochę pojeździłam na polach.Wróciłam do domu i nakarmiłam Akora trochę się z nim pobawiłam i poszłam do kumpeli.Siedziałam trochę u niej prysłam do domu i poszłam wypielić ogródek który był trochę zarośnięty.Przyszłam do domu umyłam naczynia i poszłam nakarmić małego liszka.A po tym zjadłam Obiad i zabrałam liska na ogródek i poszłam się z nim trochę pobawić.Wróciłam do domu i zaniosłam Akora do pokoju i go nakarmiłam.Potem zeszłam na duł i pojechałam z koleżanką do sklepu aby kupić sobie lody i psie ciasteczka dla Kory (mojego psa).Wróciłam do domu dałam Korze smakołyki i poszłam z nią na spacer.Wróciłam do domu kiedy była godzina 18.30.Nakarmiłam Akora i poszłam obejrzeć trochę telewizji.Poszłam zjeść kolację i się umyć po czym poszłam nakarmić Akora i zasnęłam.
Następna część będzie jutro?
sobota, 12 maja 2012
Dzisiejsza opowieść 2
Wstałam rano nakarmiłam liszka i poszłam do stajni.Bardzo długo czekałam aż klacz o imieniu Kwiatek urodzi źrebaka ale jeszcze czas na to.Więc nazrywałam z ogrodu wczesnych jabłek i zaniosłam koniom na śniadanie potem je wypuściłam i poszłam sama coś zjeść bo wczoraj nie jadłam kolacji.Poszłam do mojego pokoju i nakarmiłam znowu młodego liska.Po kilku minutach poszłam z moim psem o imieniu Kora na 30 min spacer ponieważ to jest ratlerek i nie potrzebuję długiego spacerku.poszłam do domu i sprawdziłam jak tam mój lisek a była już godzina 14.00.Wzięłam go z kartonika i usiadłam z nim na łózko trochę go pogłaskałam i położyłam go na ziemi i odeszłam od niego kawałek a on usiadł i się rozglądał a potem wstał i po kilku przewróceniach podszedł do mnie.Wzięłam butelkę z ciepłym mlekiem i go nakarmiłam potem go odłożyłam i myślałam nad jego imieniem i wpadłam na pomysł aby nadać mu imię Akor .To imię mi się bardzo spodobało i myślę że małemu liskowi też.Poszła do stajni i poplażowałam trochę sytylię.jak wróciłam do domu i poszłam do pokoju małego nie było w swoim łóżeczku tylko lizał mi butelkę z mlekiem.Więc go wzięłam i nakarmiłam ale najpierw podgrzałam mleczko.Po tym poszłam zjeść kolację i się wykąpać.Przyslam do pokoju o godzinie 21.30 trochę nakarmiłam liska i poszłam spać.
Następna część będzie jutro!
piątek, 11 maja 2012
Dzisiejsza opowieść 1
Wstałam rano,ubrałam się i pobiegłam do stajni aby zrobić sobie krótką przylaszczkę na sytyli.Gdy weszłam do stajni sytylia spoglądała przez okno a potem popatrzała na mnie i wiedziała jedziemy się przejechać. Otworzyłam Boks a sytylia wyszła potem założyłam na nią ogłowie z lejcami i wsiadłam na nią bez siodła,Pojechaliśmy do lasu i na drodze leżał malutki lisek był on taki słodki ale też samotny na łapce miał przywiązany snutek z gwoździem który był wbity w ziemię to było straszne.
Zeszłam z konia podniosłam liska i odczepiłam mu sznurek z łapki nie mogłam go zostawić ponieważ krwawiła mu mocno łapka a nie widziałam nigdzie jego matki.Wsiadłam na konia i zabrałam go do domu.Gdy dojechałam Sytylie wpuściłam na okólnik z resztą koni a liszka zaniosłam do łazienki tam opatrzyłam jego ranę i zabandażować lisek był tak mały że pewnie dopiero tydzień temu otworzył oczy.Zaniosłam go do mojego pokoju i włożyłam go do kartonika który był wyłożony ciepłym koczykiem z malutkimi poduszkami.Przyniosłam ciepłego mleka podniosłam go i i próbowałam go nakarmić wykończaczu wziął do buzi smoczek i zaczął pić mleko.Wypił pół buteleczki,wytarłam mu pyszczek i położyłam aby po jedzeniu poszedł spać.W tedy poszłam do sytyli która skakała sobie przez snobki siana.Zawołałam ją do siebie i dałam jej czerwone jabłko.Potem poszłam przejść się z koleżanką Kasią i po dwóch godzinach wróciłam do domu.Była już godzina 20.00 byłam tak zmęczona że poszłam się wykąpać nakarmiłam liska i płożyłam się spać.
Następna część będzie jutro!
czwartek, 10 maja 2012
Coś o zagrodzie Sytyli
Stworzyłam tą stronę aby opisywać tutaj swoje przygody z moją Sytylią.
Morzcie do mnie napisać i sami możecie opowiedzieć o przygodach z waszym rumakiem.
Serdecznie zapraszam Wenus
Subskrybuj:
Posty (Atom)