Wstałam rano,ubrałam się i pobiegłam do stajni aby zrobić sobie krótką przylaszczkę na sytyli.Gdy weszłam do stajni sytylia spoglądała przez okno a potem popatrzała na mnie i wiedziała jedziemy się przejechać. Otworzyłam Boks a sytylia wyszła potem założyłam na nią ogłowie z lejcami i wsiadłam na nią bez siodła,Pojechaliśmy do lasu i na drodze leżał malutki lisek był on taki słodki ale też samotny na łapce miał przywiązany snutek z gwoździem który był wbity w ziemię to było straszne.
Zeszłam z konia podniosłam liska i odczepiłam mu sznurek z łapki nie mogłam go zostawić ponieważ krwawiła mu mocno łapka a nie widziałam nigdzie jego matki.Wsiadłam na konia i zabrałam go do domu.Gdy dojechałam Sytylie wpuściłam na okólnik z resztą koni a liszka zaniosłam do łazienki tam opatrzyłam jego ranę i zabandażować lisek był tak mały że pewnie dopiero tydzień temu otworzył oczy.Zaniosłam go do mojego pokoju i włożyłam go do kartonika który był wyłożony ciepłym koczykiem z malutkimi poduszkami.Przyniosłam ciepłego mleka podniosłam go i i próbowałam go nakarmić wykończaczu wziął do buzi smoczek i zaczął pić mleko.Wypił pół buteleczki,wytarłam mu pyszczek i położyłam aby po jedzeniu poszedł spać.W tedy poszłam do sytyli która skakała sobie przez snobki siana.Zawołałam ją do siebie i dałam jej czerwone jabłko.Potem poszłam przejść się z koleżanką Kasią i po dwóch godzinach wróciłam do domu.Była już godzina 20.00 byłam tak zmęczona że poszłam się wykąpać nakarmiłam liska i płożyłam się spać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz