niedziela, 17 czerwca 2012

Dzisiejsza Opowieść 14


Wyjazd bardzo mi się podobała i moim koleżanką więc opowiem wam wszystko po kolei.
Gdy dojechaliśmy była już godzinna 12.40.Od razu wzięliśmy rzeczy do swojego domku i się rozłożyliśmy szybko.Potem poszłam do przyczepy którą zostawił dziadek i wzięłam Sytylie i zaprowadziłam ją do stajni.Po drodze wiedziałam nowe dziewczyny które spoglądały na Sytylie.Wróciłam do dziewczyn a potem z nimi poszłam wsiąść ich konie,Ja wzięłam że sobą siodło i ogłowie Sytyli.Weszłam do stajni i zauważyłam że Sytylie prowadzi jakaś młoda dziewczyna a biedna sytylia zaczęła jej się szarpać,rzuciłam siodło i pobiegłam w jej kierunku a ona ją puściła,Sytylia przerażona przybiegła do mnie podniosłam siodło i ubrałam je na Sytylię po ubieraniu ogłowia i siodła wybrałam się na krotki kłus z sytylią razem z Darią i Karoliną.Wróciliśmy do stajni zmęczone.Rozebrałam sytylie i wpuściłam ją na pastwisko.Po pewnym czasie chciałam zobaczyć jak tam Sytylia,ale na pastwisku jej nie było pobiegłam na hale i zobaczyłam znowu tą dziewczynę która właśnie chciała wsiąść na Sytylie wbiegłam tam i zabrałam jej ją.A ona na mnie zaczęła krzyczeć że to jest jej koń i niech go puszczę,W tedy już nie wytrzymałam udeżyłam ją z całej siły w twarz.Ona upadła na ziemię ,wstała i gdzieś pobiegła.Wzięłam Sytylię i zaprowadziłam ją koło naszego domku ja sobie siedziałam na krześle a ona jadła trawę.Po chwili zauważyłam znowu tą dziewczynę która przyprowadziła że sobą kierownika tego końskiego raju.Gdy on mnie ujrzała przestraszyła się on i ja dobrze się znaliśmy,w tedy złapał tą dziewczynę za rękę i powiedział że nie ma prawa tu już przyjeżdżać.Cieszyłam się bo w końcu miałam spokój.Do domu wróciłam z złotym medalem bo akurat były w Niedziele wieczorem rozgrywane małe zawody.Przywitałam się z liskiem i dałam mu zakupione przedtem smakołyki.I tam załączył się mój dzień.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz