wtorek, 14 października 2014

Dzisiejsza opowieść 46

Od śmierci Sytyli minęły prawie dwa lata, bardzo za nią tęsknię ale tak już w życiu bywa tracimy kogoś na kim nam bardzo zależało by poznać kogoś innego.
Akor już nas opuścił został wypuszczony na wolność w pięknym parku gdzie będzie bezpieczny :) często dostaje jego zdjęcia od znajomego który fotografuje tamtejsze zwierzęta rozpoznaje go po bliźnie na łapce którą ma od pułapki kłusownika. Dokładnie pamiętam ten dzień jechałam na Sytyli przez leśną ścieżkę gdy nagle na drodze ujrzałam malutkiego liska zaplątanego w sidła, pętla była mocno zaciśnięta a z łapki leciała krew, lisek był bardzo przestraszony ale pozwoli się dotknąć, wzięłam go na ręce wskoczyłam na Sytylię i pogalopowałam w stronę domu aby z mamą jechać do weterynarza z nim. Zdjęcie małego Akorka teraz to jest już dorosły.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz