Wstałam rano umyłam się, zadzwoniłam szybko do kumpeli aby się spytać o której dokładnie się zaczyna rok szkolny. Pojechałam autobusem z Karoliną i Kasią do szkoły potem dojechała do nas Daria. No wiecie na początku było gadanie dyrektorki : Miło was widzieć w tym nowym roku szkolnym Bla bla bla. Potem kościół i do domu. Strasznie wieje dziś wiatr więc moje rozpuszczone włosy na tym wietrze zrobiły się na szopę :) . Po rozczesaniu kudłów poszłam do koni (niebyły one wypuszczone ponieważ strasznie wiało. Dawałam im po koleji siana. Nagle coś mi się pomyliło bo chciałam wrzucić siano do ostatniego boksu. Zaraz tam nie ma konia. Odwróciłam się i poszłam zanieść siano. Nagle coś zarżało odwróciłam się i ujrzałam konia.Nie Frycka tylko konia który był w ostatnim boksie. Podbiegłam do niej, klacz się cofnęła. Więc weszłam do jej boksu. Kucnęłam przy ścianie. Chyba po 3 min klacz podeszła do mnie i musnęła mnie chrapami mi policzku. Przyjrzałam się jej. Była to chyba klacz rasy wielkopolskiej maści ciemno gniadej z dużymi jabłkami. Grzywa nie była długa tylko obcięta na czuprynę. Ogon miała długi wyrównany na końcówkach. Dałam jej siana i pobiegłam do domu spytać co to za koń.
Następna Opowieść za kilka Dni!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz